Wielka księżna Wschodniego
Królestwa Weronika ze względów bezpieczeństwa została odesłana przez ojca do
rezydencji królewskiej w Catagorn. Ostatnie miesiące były bardzo trudne dla
rodziny królewskiej, gdyż jej starsza siostra wielka księżna Nadia, oraz jej
młodszy brat książę Jakub zaczęli kłótnie o tron ich ojca. Nie mieli oczywiście
prawa nawet o nim szeptać, jednak doszło do tej wielkiej afery. Nadii obiecano
koronę od kiedy przyszła na świat, jednak to Jakub, czyli najstarszy syn
powinien objąć władzę. Ojciec nie chciał nikogo faworyzować, więc w zamku
wybuchła wojna między siostrą, a bratem. Wielki książę wiedząc, że ta sprzeczka
może zagrażać jego pozostałym dzieciom postanowił odesłać Weronikę, Helenę,
Izabelę i Zofię do rezydencji królewskich w całym państwie.
Problemy rodzinne to jednak nie
jedyny kłopot wielkiego księcia. Nadal trwała wojna z Zachodnim Królestwem o
południowe ziemie. Książę doskonale wiedział, że poddani wroga byli gotowi
oddać własne życie w imię swego władcy. To sprawiło, że rozdzielenie rodziny
było bardzo ryzykowne. Jednak gdy konflikt między Nadią, a Jakubem ucichł
pozostałe córki mogły spokojnie wrócić do domu.
Weronika jechała właśnie powozem
do stolicy. Była to piękna, młoda dziewczyna. Miała już dwadzieścia lat. Jej włosy były rude,
kręcone. Na głowie nosiła złoty diadem. Znudzona trwającą już kilka godzin
podróżą wpatrywała się swoimi brązowymi oczami w mijane drzewa. Widok
powtarzających się roślin był nudny i usypiający... Niestety gdy wielka księżna
w końcu zasypiała budziła się na wyboju.
– Kiedy dojedziemy na miejsce? –
spytała towarzyszącego jej strażnika. – Jestem zmęczona. Chciałabym być już w
domu.
– Niebawem dojedziemy na miejsce
wielka księżno. Cierpliwości – uspokajał ją. Weronika prychnęła i przewróciła
oczami. Nagle ruch między drzewami przykuł jej uwagę.
– Co to było? – spytała
wystraszona próbując się przyjrzeć.
– Pewnie jakiś zwierzak wielka
księżno.
Dziewczyna znów prychnęła
podirytowana towarzyszem. Próbowała lepiej się przyjrzeć, jednak powóz
odjeżdżał coraz dalej od miejsca, w którym Weronika dostrzegła ruch. Po chwili
jednak znów ujrzała, jak coś lub ktoś skrada się między drzewami. Tym razem
dostrzegła wyraźną sylwetkę mężczyzny. Była pewna tego, kim jest! Już miała
zamiar ostrzec strażnika gdy do ich uszu dotarły odgłosy walki.
– Przyszli po mnie! Filipie!
Obroń mnie! – Wielka księżna była przerażona. Doskonale wiedziała, że po tym
napadzie zostanie zakładniczką. Strażnik zareagował niemal automatycznie.
Chwycił wielką księżną za rękę i wyciągnął z powozu. Niestety zbójnicy już ich
otoczyli. Filip próbował obronić wielką księżną, niestety mocnym uderzeniem
kija w głowę jeden z wrogów znokautował go.
Dwaj mężczyźni złapali przerażoną
Weronikę i związali jej ręce. Dziewczyna krzyczała i piszczała. Próbowała się
bronić. Napastnicy byli jednak zbyt silni. Powalili ją na ziemię i związali
nogi.
– Bierzcie co chcecie! Ale mnie
zostawcie w spokoju! – nalegała Weronika. Jeden ze złoczyńców zaśmiał się
kpiąco.
– Kiedy my chcemy ciebie –
powiedział mężczyzna podnosząc i przerzucając wielką księżną przez swoje ramię,
jakby była workiem mąki. – Nasz pan, Władca Zachodu Antonio zażyczył sobie
widzieć cię w swym domu.
Wtedy się poddała. Przestała już
walczyć. Wiedziała, że ocalić ją może jedynie cud! Łowcy nagród, bo nimi byli
bandyci mają teraz bardzo ułatwione zadanie. Granica jest kilka kilometrów
dalej, konno będą tam za dziesięć minut.
Wtedy Filip się ocknął. Ostrożnie
rozejrzał się wokoło, a gdy zrozumiał co się dzieje powoli sięgnął po sztylet.
Nagle wstał i zanim bandyci zdążyli się zorientować rzucił sztyletem w
mężczyznę trzymającego wielką księżną. Ten upadł na ziemię.
Weronika przeturlała się pod
powóz. Udało jej się rozwiązać nogi, jednak musiała zrezygnować z oswobodzenia
rąk. Szybko wyczołgała się spod pojazdu i zaczęła biec w las. Jak najszybciej,
jak najdalej. Musiała uciec od tamtych ludzi. Oni oczywiście ruszyli za nią w
pogoń.
Las był bardzo rzadki. Tu, we
Wschodnim Królestwie jest wiele bagien. Wielka księżna właśnie się do nich
zbliżała. Miała jednak przewagę. Wychowała się tu. Wśród lasów, wzgórz i
bagien. Oni pochodzili z równiny. Nie wiedzieli jak poruszać się po grząskim
gruncie i na co uważać.
Dziewczyna biegła tak szybko, jak
tylko jej siła pozwalała. Zwinnie przeskakiwała błotniste kałuże i omijała
trzęsawiska. Ścigającym ją mężczyznom nie wychodziło to tak łatwo, dlatego
Weronika szybko zniknęła im z oczu. Biegła jeszcze kawałek, na wszelki wypadek,
po czym zaczęła iść szybkim marszem.
Teraz była zdezorientowana. Nie
wiedziała, w którym kierunku powinna iść, nie miała zielonego pojęcia gdzie
jest. Zaczęła się rozglądać wokoło, jakby myślała, że znajdzie gdzieś jakiś
drogowskaz. Przestała już uważać na to, gdzie idzie. I znalazła się na dość
stromym zboczu góry. Poślizgnęła się na błocie i zaczęła zjeżdżać w dół
uderzając co jakiś czas w drzewa. Gdy znalazła się na dole była już
nieprzytomna.
***
Gdy Weronika otworzyła oczy
zauważyła, że nie jest już w lesie. Powoli się podniosła i rozejrzała wokoło.
Znajdowała się w jaskini. Nie była to jednak taka zwykła jaskinia. Wszystko
było tu posprzątane, a w wielu miejscach stały prymitywne meble. Niepewnie
wstała z „łóżka”, na którym leżała.
– Widzę, że już się obudziłaś –
zabrzmiał głos w głębi jaskini. Po chwili z mroku wyłoniła się postać młodej kobiety.
Była wyższa od wielkiej księżnej, a co ważniejsze – miała pasemka maga.
Weronika bardzo się wystraszyła.
– Nic mi nie zrobisz, prawda? –
spytała drżącym głosem. Kobieta zaśmiała się i podeszła bliżej.
– Gdybym miała taki zamiar nie
ocaliłabym cię – powiedziała. – Ktoś cię gonił. Uciekałaś i stoczyłaś się ze
zbocza. Gdy ciebie znalazłam byłaś nieprzytomna. Cała brudna i poobijana.
– Kim jesteś? – Weronika była
bardzo ciekawa swojej wybawicielki. Chciała wiedzieć o niej wszystko,
zwłaszcza, że coraz mniej magów jest w Ataki. Widzieć ją było dla wielkiej
księżnej czymś niesamowitym!
– Jedną z pięciu magów, którzy na
czas opuścili zamek pani. – Ten głos należał do kogoś innego. Weronika szybko
odwróciła się w kierunku, z którego dobiegał, aby zobaczyć jego właścicielkę.
Gdy ją dostrzegła nie wierzyła własnym oczom.
– Maja? – spytała niepewnie
próbując dokładniej przyjrzeć się kobiecie.
– Witaj Weroniko – powiedziała
królowa podchodząc do dawnej przyjaciółki. Weronika była bardzo zaskoczona tym
spotkaniem. Nie widziała Mai od kilku lat... Czasem przypuszczała nawet, że nie
żyje. Teraz stała przed nią żywa, zdrowa i szczęśliwa. – Widzę, że poznałaś już
Violę, przybraną córkę mego wuja.
– Ach! – westchnęła Weronika i
szybko odwróciła się ponownie do młodszej księżniczki. – Tyle lat marzyłam, aby
cię poznać księżniczko. Nawet nie wiesz, jak było mi przykro gdy dowiedziałam
się o ich planach!
Szybko odwróciła się ponownie do
Mai, jakby miała przeczucie, że ta zaraz jej coś powie. Królowa jednak
milczała.
– Dostałaś list? – zapytała
wielka księżna. Maja uśmiechnęła się do niej i podeszła do kamiennego stolika,
z którego podniosła zniszczoną kartkę.
– Chodzi o to? – spytała unosząc
list. – Wuj Vid dał mi go podczas naszej ostatniej rozmowy. Znam go prawie na
pamięć. „Uciekajcie! Przyjdą po was w dniu koronacji!”. Nigdy nie potrafiłam
zrozumieć, czemu nas nie ostrzegł? Mogliśmy wyjechać do Orleany i być
bezpieczni, ale wuj postanowił zostać.
– Musiał mieć jakiś ważny powód –
stwierdziła Weronika. – Nasi żołnierze mówili, że nikt nie przeżył. Jedynie
jakaś wojowniczka z zachodu mówiła, że wy i jeszcze jakichś troje magów zdołało
uciec z zamku.
– Jak się dowiedziałaś o zamachu?
Powiedzieli ci? – spytała nagle Viola, ciekawa tego od bardzo dawna.
– Podsłuchałam – odpowiedziała
jej. – Mój ojciec i Antonio, wraz ze swoimi generałami obradzali w naszym
zamku. Byłam bardzo ciekawa, dlaczego Władca Zachodu przyjechał do nas i o czym
rozmawiali. Poznałam ich plany i jak najszybciej napisałam i wysłałam list.
Potem zajęłam się naszą Severą...
– Zaraz! Mieliście Severę? –
zdziwiła się Maja. Nie przypominała sobie, by wysyłano do Wschodniego Królestwa
jakąś służącą. Weronika w odpowiedzi
przytaknęła głową.
– Przybyła do nas jak byłam
bardzo mała. Akurat kilka dni po śmierci mojej mamy. Wychowała mnie i zajmowała
się mną jak żadna inna służąca. Bardzo ją lubiłam i nie mogłam pozwolić, by ją
zabito. Pomogłam jej uciec z zamku. Udała się na północ, w Góry Czarne. Nie mam
pojęcia, czy jeszcze żyje. Była dla mnie jak matka. Severa Sonny.
Maja wzięła nagle głęboki wdech.
Spojrzała ze strachem na Violę. Doskonale pamiętała, co powiedział jej wuj,
zanim wręczył jej list. „Viola to jej córka...”. Cały czas myślała, że
Viola jest sierotą. Sądziła, że Sonny nie żyje. Tymczasem uciekała z Ataki,
przez najgroźniejsze przejście w całej krainie. Maja jeszcze nigdy nie
powiedziała Violi, że jest jej siostrą, a już na pewno nie mówiła jej o Sonny.
– A wy? Jak uciekłyście? –
spytała Weronika bardzo ciekawa przygód dziewcząt.
– Pomógł nam Ventus – powiedziała
Viola. – Zabrał nas, Fuoco i Fiammę do podziemi. Potem Maja zniszczyła zamek,
ale było już za późno, bo i tak prawie wszyscy nie żyli. Nie-magowie zdołali
uciec zanim budynek zamienił się w stertę gruzu! Potem nie mogłyśmy odnaleźć
pozostałych, bo część podziemi też została zniszczona. Od tego czasu ja i Maja
żyjemy w lesie, w tej jaskini. Już tak dwa lata...
– Nigdy nie znalazłyście Ventusa
i tamtych dwoje?
– Nigdy – odpowiedziała Maja. –
Ventus mówił coś o osadzie złodziei. Musiała być niedaleko stolicy... Może
jeszcze tam są? A może już nie żyją...
– Oby żyli – powiedziała
Weronika. – I obyście się jeszcze spotkali. Tego wam życzę. Nie słyszałam nic o
tej osadzie, ale wiem dużo o ostatnich magach wędrujących po Ataki. Zostało was
niewielu, ale słyszałam, że grupa magów atakuje nasze wsie. Nie chcę być
nieuprzejma stwierdzając, iż są bandytami, ale oni okradają domy moich
poddanych, a czasem nawet je podpalają. Wyznaczono wysoką nagrodę za ich głowy.
Jeśli to wasi przyjaciele, powinnyście ich powstrzymać, zanim napytają sobie
większej biedy.
Maja i Viola wymieniły
spojrzenia. Nie miały pewności, czy tamci ludzie to na pewno Fuoco, Fiamma i
Ventus. Jednak musiały się upewnić.
– Zabierzemy cię jutro do
najbliższej wioski – powiedziała Maja. – Potem wyruszymy odnaleźć przyjaciół.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Komentarz autorki:
Rozdział napisałam tak naprawdę w dwa dni, ale chciałam sobie zyskać na czasie, więc przepraszam za trzymanie w napięciu.
Druga córka Wielkiego Księcia Wschodu - wspomnianego w pierwszym rozdziale Sybiliusza, Weronika spędziła trochę czasu poza zamkiem, ponieważ jej brat i siostra zaczęli kłótnię o tron. Zostaje napadnięta przez łowców nagród z Zachodniego Królestwa [przyznać się! Kto miał pewne skojarzenia w tej scenie?!]. Udaje jej się uciec i trafia na dawną przyjaciółkę Maję. Opowiada jej i jej młodszej siostrze o zdarzeniach sprzed dwóch lat, oraz informuje je, że ich przyjaciele mogą jeszcze żyć.
Hmmm... Zakładając, że żyją i trzymają się razem... Fiamma spędziła dwa lata w lesie z bratem i jakimś gościem (zdradzę, że jej rówieśnikiem). Od razu pojawiają się kolejne skojarzenia, ale czy słuszne dowiemy się niebawem.
*Spoiler*
Następny rozdział będzie nudny.