piątek, 8 maja 2015

Rozdzial 4 - Sekretna Blioteka

Przez chwilę Viola nie była pewna, czy postać wchodząca do jadalni to Maja. Ostatni raz widziały się ponad rok temu. W wyniku bardzo ważnej uroczystości we Wschodnim Królestwie księżniczka nie pojawiła się na szesnastych urodzinach Violi. Zostawiła jej za to prezent w postaci figurki krokodyla, zwierzęcia znanego ze wschodu.
Maja miała czarne włosy. Jej matka też miała niegdyś włosy tej barwy. Pasemka były tylko dwa, czego Viola nigdy nie potrafiła zrozumieć. Jedno było czerwone, a drugie białe. Ta księżniczka w przeciwieństwie do siedzącej przy stole Violi nosiła diadem. Był wykonany ze srebra, ozdobiony perłami i diamentami. Suknia Mai była prosta, nie wyróżniała się niczym szczególnym i szczerze mówiąc nie jedna dama dworu nosiła ładniejszą na co dzień. Jednak szczególnie uwagę Violi przykuł naszyjnik następczyni tronu. Znała go doskonale, przecież... sama go wybrała.
Nic nie opisze radości, jaka szarpnęła Violą w momencie, kiedy zobaczyła bursztynowy naszyjnik zdobiący szyję przyszłej królowej. Ubrała go, prezent urodzinowy od niej!
Maja podeszła niepewnie do stołu. Odsunęła krzesło i zajęła miejsce.
– Maja jak ty wyglądasz! – jęknęła królowa gładząc włosy córki. – Jaką ty będziesz królową, jeśli twoje włosy będą w takim nieładzie!
Księżniczka tylko przewróciła oczami. Nagle jej wzrok skupił się na Violi. Była zaskoczona jej widokiem, jakby dopiero ją dostrzegła. Wpatrywała się w dziewczynę z takim wyrazem twarzy, jakby ta była co najmniej duchem. Viola była wystraszona. Próbowała jednak nie dać tego po sobie poznać. Gapiły się tak na siebie kilkadziesiąt sekund.
– Dziewczęta mówię do was! – Głos Ambre nagle przerywał ciszę. Jednak księżniczkom tylko tak się wydawało. Ich spotkanie było dla nich tak niezwykłe, że zapomniały o rzeczywistości.
– Umm... Tak matko, przepraszam – powiedziała Maja odwracając się w kierunku kobiety. – Byłabyś łaskawa powtórzyć?
– Chodzi mi o to, że powinnyście spędzać ze sobą czas. Tak jak siostry – wyjaśniła krótko Ambre oczekując reakcji dziewcząt.
– Ale tak... jako dworka? – chciała się upewnić Maja.
– Byłabym zaszczycona – przyznała szczerze Viola. Królowa jednak pokręciła głową.
– Ależ skąd! – W głosie władczyni dało się słyszeć oburzenie. – Violu, jesteś przybraną córką mego szwagra i nie będziesz żadną sługą do towarzystwa! Chcę abyście się zaprzyjaźniły, tak na dobry początek. Potem, gdy Maja przejmie koronę będzie potrzebowała doradcy, mądrego jak księżniczka. Rozumiecie?
– Tak Pani – powiedziała Viola. Maja chwilę myślała, po czym również potwierdziła.
Ambre nie byłaby sobą, gdyby nie przetrzymała dziewcząt jeszcze dobrą godzinę. Potem jednak odeszła od stołu nakazując księżniczkom, by spędziły pozostały czas razem, oraz by następny dzień też spędziły w swoim towarzystwie.
Maja jako druga wstała od stołu. Chwilę po niej Viola. W głowie starszej księżniczki kłębiło się wiele myśli. Nie wiedziała jaki temat zacząć, o czym chce porozmawiać z nową towarzyszką... Nagle wpadła na pomysł. Nakazała Violi iść za nią.
Z jadalni szły korytarzem prowadzącym do sali tronowej. Całą drogę milczały, a Viola zastanawiała się co takiego chce zrobić Maja. Gdy księżniczka podeszła do tronu przez chwilę dziewczyna miała wrażenie, że chce na nim zasiąść. Ona jednak tego nie zrobiła.
– Byłaś kiedyś w podziemiach? – spytała Maja. Viola pokręciła głową. – Więc... Zapraszam!
Ręce dziewczyny zaczęły mienić się biało-czerwonym blaskiem, a na podłodze ukazała się klapa. Maja podeszła i otworzyła przejście. Gestem dłoni zaprosiła Violę do środka. Brunetka niepewnie podeszła i dostrzegła szczeble drabiny. Już miała stanąć na pierwszym szczeblu, gdy coś sobie uświadomiła.
– Moja suknia! Zniszczę ją! – Spojrzała ze strachem na swoją nową przyjaciółkę. Ta uśmiechnęła się i pokręciła głową.
– Jak będziesz tak się przejmować sukniami i ozdóbkami to skończysz jak moja mama. – Ton jej głosu był kpiący, wyraźnie chciała obrazić Violę i zmusić ją do zejścia na dół, co się jej udało. Zła szybko zeszła do podziemi. Maja zaraz po niej zamykając przejście.
W podziemiach było ciemno jak w grobie. Nagle jednak dłonie Mai znów zaświeciły, a mech ukryty między cegiełkami ścian zaczął świecić niebieskim blaskiem. Księżniczka swobodnie ruszyła przed siebie, za nią jej młodsza towarzyszka.
– W-wasza wysokość, gdzie idziemy? – spytała lekko wystraszona Viola.
– Nie „Wasza wysokość”, tylko Maja – skarciła ją. – Idziemy do biblioteki.
Do biblioteki? Czy ona myśli, że aż tak mi się na co dzień nudzi? – zapytała siebie w myślach Viola. Korytarz ciągnął się i ciągnął. Wędrówka nie miała końca. Co jakiś czas można było dostrzec inne podziemne korytarze.
W końcu dziewczęta dotarły do wielkich, pozłacanych drzwi. Maja nacisnęła klamkę i zaprosiła towarzyszkę do środka.
Biblioteka była ogromną komnatą dorównującą, a nawet przewyższającą przestrzenią nawet do sali balowej. Gdy tylko drzwi się otworzyły magicznym sposobem zapłonęły świece w zawieszonych wysoko pod sufitem żyrandolach. Pod ścianami stały półki pokryte całkowicie książkami o różnych kolorach okładek i różnych grubościach. Każdy regał zaopatrzony był w wysoką drabinę pozwalającą na sięgnięcie nawet tych ksiąg umieszczonych na najwyższych półkach. W pokoju było też kilka sof i wielkich miękkich poduszek na ziemi, gdzie mógł siedzieć czytelnik. Jednak najbardziej niezwykłym przedmiotem w pokoju była wielka księga położona na ogromnym stole pośrodku pokoju.
– Rozgość się! – powiedziała z uśmiechem Maja podchodząc do najbliższego regału i wyciągając z niego książkę o czarnej, skórzanej okładce. Podeszła do Violi, otworzyła księgę, a z jej wnętrza wyleciały trzy śnieżnobiałe motyle. Dziewczyna wyrwała księżniczce księgę z rąk i spojrzała na okładkę.
– „Motyle Dzikich Krain”... – przeczytała tytuł i ponownie otworzyła księgę. Tym razem wyleciały z niej piękne, różowo-pomarańczowe. W książce znajdował się ich szczegółowy opis. – Kto to napisał?
Rzeczywiście. Na okładce był tytuł, ale nie było żadnego autora.
– Król Południa, mój przodek – powiedziała Maja i rozłożyła ręce szeroko, tak jakby chciała objąć całą komnatę. - Napisał je wszystkie! Był największym czarodziejem w historii, ale magów takich jak on już nie ma. Kazano zabić każdego, kto miał moc władzy nad wszystkimi żywiołami. Zrobił to Król Jacinte około trzystu lat temu. To czarna plama na historii mego rodu.
– Skąd to wiesz? – spytała Viola. – Musisz być naprawdę mądra! Ja ledwie zliczam żywioły! Natura, woda, ziemia, ogień, powietrze, rzadka miłość...
– ...i iluzja. Mówią o nim, że najsłabszy, a jednak ja uważam, iż jest potężny. – Maja uśmiechnęła się zagadkowo i pobiegła w kierunku innego regału. Weszła na drabinę, do połowy jej wysokości i sięgnęła dwie książki. Potem wróciła na dół i zajmuje jedną z kanap. Viola przyłączyła się do niej.
– Co to? - zapytała brunetka.
– Dwie z wielu książek o magach iluzji – wyjaśniła Maja. – „Magowie Magii” i „Najsłynniejsze rody iluzji”. Tą drugą uzupełniały pokolenia magów, gdyż jest ona dokładniej drzewem genealogicznym rodów, które niestety już straciły „czystą krew”. Jednak odkryłam coś ciekawego. Zobacz!
Maja otworzyła książkę tam, gdzie miała wcześniej założoną zakładkę. Zaczynał się tam dział o rodzinie Solaris, od pokoleń czystej krwi. Książka opisywała członków rodziny, jednak Mai nie o to chodziło. Pokazywała jak na przestrzeni lat rozwinął się rozdział. Nagle przestała przekładać kartki i wskazała wyraźny ślad po wyrwanej kartce.
- Widzisz? Ktoś z rodu był tu i wyrwał jedną kartkę – tłumaczyła dalej Maja. - Przez wiele lat szukałam odpowiedzi na pytanie, co kryła? Znalazłam ją tu.
Uniosła drugą książkę i tak jak w przypadku poprzedniej otworzyła tam, gdzie miała zakładkę. Znajdowała się tam niestarannie sklejona kartka z poprzedniej książki. Viola chciała spytać, czemu Maja nie odłożyła jej na miejsce, ale odpowiedź przyszła zanim zdołała otworzyć usta.
- To książka o rodach władców wszystkich żywiołów. Około sześćdziesięciu lat temu ostatni żyjący „Mag Magii” poślubił członkinię rodu Solaris, która niestety nie była czystej krwi magiem. Zamieszkali w Południowej Orleanie, więc spytałam matkę, czy coś o tym nie wie. Wiedziała bardzo wiele. Co więcej znała ich dzieci. Ich młodsza córka przyjechała z mamą i ciocią Valentine do zamku i została damą dworu. Jednak pewnego dnia ciocia umarła, a tydzień później dworka zniknęła. Potem mój ojciec się zabił... Stryj przypuszcza, że załamał się śmiercią Valentine, ale ja sądzę, że miało to coś wspólnego z tą dworką. Może Sonny była magiem jak jej ojciec? Mówili, że nie, bo jej imię nie pasowało do żadnego żywiołu... A jeśli kryje się za tym jakaś głębsza tajemnica?
– To naprawdę ciekawa opowieść Maju, ale jej raczej nie sprawdzimy – powiedziała smutnie Viola. – Za pięć miesięcy odbędzie się twoja koronacja, a będąc królową nie będziesz w stanie tego zbadać. Ja również.
– Jest jednak ktoś kto może znać odpowiedź – powiedziała Maja wstając i odnosząc książki na ich miejsce. – Fuoco i Fiamma, siostrzeńcy Sonny.

1 komentarz: