Camino Levis była poczciwą i dobroduszną kobietą zamieszkującą wraz z dwójką swoich dzieci małą wioskę na zachodzie zupełnie innego kraju. Orleana została odkryta wieki temu. Od tego czasu zamieszkało tam bardzo wielu ludzi.
Rodzina Camino mieszkała w dużym mieście zwanym Duria. Jej matka Palmen, tak jak ona teraz, samotnie wychowywała dwójkę dzieci. Młodsza została służącą hrabiny i wyjechała do stolicy, starsza poślubiła mieszkańca zachodu, zamieszkała z nim w lesie, niedaleko miasta i ma teraz swoje dwa kochane skarby. Fuoco urodził się jako pierwszy. Rodzice bardzo go kochali. Pięć lat później na świat przyszła jego siostra – Fiamma. Pewnego dnia ojciec opuścił rodzinę. Fuoco musiał opiekować się siostrą i matką, jednak stała się rzecz okropna. Gdy chłopak miał szesnaście lat jego matkę zasypała lawina. Camino opuściła ten świat, a dzieci zostały zostawione same sobie.
Fuoco właśnie wrócił do domu. Cały dzień polował w lesie na zwierzęta, których skórą handlowało rodzeństwo, a teraz jest cały brudny i zmęczony. Fiamma wybiegła mu naprzeciw gdy tylko dostrzegła zarys mężczyzny w oddali. Przytuliła brata brudząc przy tym swoją białą bluzkę. Była mimo wszystko bardzo szczęśliwa. Zaciągnęła brata do ich domu, gdzie w kominku płonął ogień. Usadziła go w fotelu, jak zawsze i przyniosła mu zupy. Wiedziała, że jest zmęczony całym dniem wędrówki i uganiania się za zwierzętami, więc zwolniła go nawet z trzymania łyżki. Sama go karmiła.
– Jak ci minął dzień? – spytał Fuoco siostrę. Fiamma się zaśmiała i przewróciła oczami.
– Tak jak zawsze – odpowiedziała dziewczyna wpychając mu do ust łyżkę zupy. - Zrobiłam pranie, pozamiatałam i zrobiłam obiad. A resztę czasu się nudziłam i żałowałam, że nie chciało mi się znów wstać.
– Nie brzmi zachęcająco – stwierdził oschle mężczyzna połykając kolejną łyżkę ciepłego dania. Fiamma odłożyła jednak miskę na stolik.
– Coś jest nie tak. Czuję to – powiedziała patrząc w oczy bratu. Fuoco próbował uciec jej spojrzeniu, jednak nie było łatwo umknąć jej błękitnym oczom. - Fuoco?
– Zakazano nam polować! – krzyknął zły wstając z fotela podszedł do kominka, gdzie palił się ogień. Machnął ręką, lśniącą teraz na zielono i przygasił blask. – To już koniec. Nie będzie nas stać nawet na spalony chleb!
– Nie. – Tylko tyle była w stanie powiedzieć dziewczyna słysząc jego słowa. Dotychczas utrzymywali się wyłącznie z tego, co przyniosły im polowania. Jeśli zabronią polować, a oni stracą źródło dochodów... Nie będą mieli już nic...
Fiamma podeszła do brata i przytuliła się do niego. Jej oczy zapełniły się łzami. Zaczęła płakać.
– Co z nami będzie? – spytała próbując powstrzymać łzy.
– Nie mam pojęcia...
Ten żałosny obraz trwa jeszcze kilka sekund gdy nagle po mieszkaniu niesie się dźwięk pukania do drzwi. Rodzeństwo jest zaskoczone. Bardzo rzadko przychodzą do nich goście. Zwykle przyjaciele rodziny, ale mimo wszystko nigdy nie pojawiają się bez zapowiedzi. Zatem świadomość, że ktoś stoi przed drzwiami, bez zapowiedzi, wieczorem jest bardzo zaskakująca.
Fiamma ociera łzy i zbiera naczynia po obiedzie, podczas gdy jej brat idzie otworzyć. Gdy dziewczyna idzie dołączyć przywitać gości dostrzega w drzwiach osobę, której nie da się z nikim pomylić. Królewski posłaniec! Fiamma pamiętała jeszcze ten jeden raz, gdy podobnie ubrany mężczyzna wręczył jej matce zaproszenie na ucztę z królową i jej córką. Zastanawiała się jakie wiadomości przyniósł dzisiejszy posłaniec.
Mężczyzna widząc ich oboje w drzwiach ukłonił się nisko i bez słowa wręczył Fuoco do ręki śnieżnobiałą kopertę pachnącą różami. Potem odwrócił się, wsiadł na swego białego rumaka i odjechał drogą ku głównemu szlakowi. Rodzeństwo było zdziwione tym zdarzeniem, oraz jego szybkim przebiegiem. Fiamma jednak bardzo zainteresowała się wiadomością trzymaną przez jej brata. Wyrwała mu z ręki kopertę i pobiegła do salonu. Fuoco jakby zbudzony z transu pobiegł za nią.
Fiamma usiadła na fotelu i szybko otworzyła kopertę. Wyciągnęła z jej wnętrza kartkę, na której starannym pismem napisano list.
– Co tu pisze? – zapytała Fiamma wręczając kartkę bratu. Gdy mama jeszcze żyła i zajmowała się dziećmi uczyła ich czytać i pisać, jednak Fiamma nigdy nie opanowała tych umiejętności tak dobrze, jak jej starszy brat. On wziął list do ręki i zaczął czytać na głos treść wiadomości.
Szanowni Fuoco i Fiammo z rodu Levis!
Na wstępie pozdrawiam Was i życzę zdrowia i szczęścia. Z tego co wiem w ostatnim czasie bardzo się Wam powodziło. Oby tak dalej!
Zastanawiacie się zapewne, kto i w jakim celu do Was napisał. Nie musicie się obawiać, że w tym liście chodzi o Wasze kłusownictwo i inne zbrodnie dokonywane przeciw Jej Wysokości Królowej Ambre i przeciw Królestwu Południa. Gdyby ten szczegół był istotny już dawno skazano by Waszą dwójkę na śmierć. Piszę, gdyż pragnę zaprosić Was osobiście na bal z okazji mej koronacji na nowego władcę królestwa, oraz na krótką rozmowę w innej, osobistej sprawie. Wasza obecność w tym dniu jest dla mnie bardzo ważna, więc nie ignorujcie mojego wezwania. Macie stawić się 24 dnia lata pod rezydencją Hrabi Bahariego w Durii. Jest on powiadomiony o wszystkim, przyjedziecie wraz z nim na koronację. Nie wiem, jak państwo się ubierają, jednak proszę o godny strój, gdyż jesteście moimi prywatnymi gośćmi.
Czekam niecierpliwie na Wasze przybycie. Ja i Księżniczka Viola pragniemy jak najprędzej Was poznać.
Z wyrazami szacunkuKsiężniczka Maja Nina Jacinte
Rodzeństwo było zaskoczone tożsamością nadawcy listu. Czuli się zaszczyceni tym, że napisała do nich następczyni tronu, co więcej zaprosiła ich na bal. Byli też nieco zmartwieni kilkoma fragmentami wiadomości. Po pierwsze księżniczka wiedziała o ich nielegalnym interesie. Tylko skąd? Od kiedy o tym wie? Drugą sprawą były dwa zwroty „osobista sprawa” i „prywatni goście”? Czego księżniczka Maja może od nich chcieć? Skąd o nich wie? Racja, ich ciotka pracowała siedemnaście lat temu w zamku jako służąca królowej, ale potem słuch po niej zaginął. Księżniczka miała wtedy trzy lata, więc niewiele mogła wiedzieć od ich krewnej.
Cały wieczór dyskutowali na temat tego, czy przyjmą zaproszenie, czy nie. Fiamma próbowała wyliczyć powody „za” i „przeciw”, a Fuoco próbował domyślić się, o jaką osobistą sprawę chodzi? Po głowie chodziły mu różne scenariusze spotkania. Jedne były pozytywne, inne negatywne... W końcu dał sobie spokój i zasnął w fotelu przykryty skórą niedźwiedzia, którego w młodości złapał wraz z ojcem.
Śniło mu się polowanie. Jeleń i łania uciekały przed strzałami wypuszczanymi w ich kierunku. To było królewskie polowanie, gdyż słychać było ujadanie psów i stukot końskich kopyt. W końcu zwierzęta wpadły w pułapkę. Otoczyła je sfora. Strzała wbiła się w szyję samicy, a ta upadła na ziemię. W rzeczywistości myśliwy celował do byka, jednak jego towarzyszka próbowała go obronić. Nagle psy i myśliwi na koniach rozpłynęli się niczym mgła, a jeleń pochylił się nad konającą łanią. Zaczął płakać, a jedna z jego łez spadła w miejscu, gdzie strzała wbiła się w ciało samicy. Błysnęło białe światło i łania stanęła cała i zdrowa przed samcem...
– Fuoco! Wstawaj! – Senne obrazy rozpłynęły się tak jak ukazani na nich myśliwi, gdy Fiamma zaczęła potrząsać bratem. Ten niechętnie podniósł się z fotela. – Podjąłeś decyzję?
– Co?... – spytał znużonym głosem i głośno ziewnął.
– Jedziemy, czy nie jedziemy? – przypomniała mu Fiamma przewracając błękitnymi oczami.
– W sumie to nie mamy nic do stracenia. – Fuoco przetarł oczy.
– Też tak uważam. Na razie naszym największym problemem jest brak odpowiedniego stroju – zaśmiała się dziewczyna. Jej żarcik zmusił nawet Fuoco do uśmiechu.
– Nie martw się. Będziesz przecież miała najpiękniejszą suknię ze wszystkich gości. Mogłabyś nawet przyjść w łachmanach, a i tak żaden mężczyzna nie oderwałby od Ciebie wzroku. – Miał oczywiście na myśli jej urodę, a co do sukni, to ich matka zostawiła po sobie całą szafę pełną jej starych ubrań.
– A ty z taką buźką oczarujesz wszystkie damy na sali – odgryzła mu się siostra. – Chodź. Ostatnio natknęłam się na lisią norę. Chciałabym mieć na balu przyzwoity szalik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz