środa, 27 maja 2015

Koniec opowiesci 1

No cześć!
Pierwszy raz zwracam się do moich czytelników (nie licząc kilku dopisek pod rozdziałami). Więc muszę się wygadać... Przyznam szczerze, cała pierwsza opowieść to dno. Większość rozdziałów pisana "byle była", inne na totalnym braku pomysłu lub weny. Uznałam, że kiedyś poprawię tą opowieść, jednak nie teraz. Może być tak, że będę już kończyła pisać KP i pojawi się komunikat, że rozdziały są poprawione. Więc już zapowiadam, żeby potem nie było większych zdziwień.
Jest pytanie, na które każdy chciałby znać odpowiedź, mianowicie - "Czemu ostatni rozdział był tak spóźniony?". Sama zadałam sobie to pytanie i doszłam do wniosku, że powodów było kilka: brak weny, brak ochoty, brak czasu i długość. Rozdział ma 2 572 słowa. To nawet dużo, ponieważ poprzednie niewiele przekraczają tysiąc. 
Co jednak oznacza koniec pierwszej części? Oznacza on początek drugiej. Na początku skupiłam się na tym wprowadzeniu w świat opowiadania. Wyjaśniłam mniej więcej jak wygląda Królestwo Południa, dom magów. Druga część nieco przeniesie nas w czasie. Pojawią się nowi bohaterowie, a Viola i Maja przeżyją jeszcze bardziej niezwykłe przygody. Nie będę jednak robić większego spoilera...

Nie chcę już powtórek, więc napiszę od razu. Proszę o motywację w postaci komentarzy. Wiem, że to czytacie, ale proszę o wiadomości i komunikaty. Proszę o uwagi, które pomogą mi polepszyć opowiadanie. To bardzo mi pomoże, a Wam oszczędzi niecierpliwego czekania :)

Od teraz będę też zostawiała krótkie notatki Przy rozdziałach. Dzięki nim będziecie mogli poznać moje uwagi dotyczące tego, co napisałam oraz dostaniecie motywację do rozmyśleń nad treścią rozdziałów.

~ Luka
P.S. Poniżej znajdują się uwagi dotyczące 7 rozdziału. ;)

Rozdzial 7 - Koronacja



Ambre była bardzo zaskoczona, gdy dwa powozy wjechały na zamkowy dziedziniec. Spodziewała się tylko swojego kuzyna i jego żony. Widok dwóch powozów bardzo ją zaskoczył. Pojazdy zatrzymały się, a z pierwszego wyszedł Hrabia Bahari. Podszedł do kuzynki i mocno ją przytulił. Królowa była lekko zniesmaczona tym gestem.
Maja i Viola przybyły w sama porę, ponieważ właśnie w tym momencie z drugiego powozu wysiedli ich goście. Ambre nie spodobali się nieznajomymi, który śmieli przybyć do jej zamku. Już chciała zacząć sprzeczkę, gdy głos Mai zabrzmiał na dziedzińcu.
– Matko! Poznaj Fuoco i Fiammę Levis – przedstawiła rodzeństwo. – Są dziećmi Camino Levis, siostry Sonny Magiae, która służyła na tym zamku.
Gdy dostrzegły, że Ambre nadal nie rozumie, czemu Fuoco i Fiamma przyjechali Viola dodała:
– To prywatni goście.
Kobieta nadal była niezadowolona z przybycia nieoczekiwanych gości, jednak musiała pogodzić się z decyzją córki. Zajęła się więc kuzynem, podczas gdy księżniczki poszyły powitać swoich gości.
Chodź oboje doskonale słyszeli rozmowę z królową Fuoco i Fiamma wydawali się być zaskoczeni, gdy Maja i Viola do nich podeszły. Mężczyzna od razu zrozumiał, że te dwie młode kobiety to księżniczki więc ukłonił im się nisko. Fiamma zrobiła to samo, tylko z lekkim opóźnieniem.
– Czujemy się zaszczyceni Pani, twym zaproszeniem – powiedziała Fiamma.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedziała im Maja. – Już się bałam, że zignorujecie moje zaproszenie. Służba zaprowadzi Was do komnat. Spotkamy się przy obiedzie.
Dwie służące podeszły do rodzeństwa i ukłoniły im się. Poprosiły, aby iść za nimi. Fuoco i Fiamma byli zaskoczeni takim traktowaniem, ale mimo wszystko starali się dostosować. Posłusznie ruszyli za kobietami do przygotowanych komnat.
***
Prawie wszyscy goście, jacy już dotarli do zamku zajęli swoje miejsca przy stole. Przyniesiono więc pierwsze danie. Gdy tylko miski z zupą znalazły się na stole po sali poniósł się dziwny dźwięk. Łoskot, jakby ktoś spadł ze schodów. Rzeczywiście, tak było.
Fiamma nigdy wcześniej nie nosiła butów na obcasie. Były dla niej nowością i niezwykle trudną przeszkodą do pokonania. Schodząc po schodach przewróciła się i leżała w tamtym momencie pod drzwiami jadalni. Wszyscy goście podnieśli się z krzeseł chcąc dostrzec postać próbującą wejść do sali.
Nie ma słów, które opiszą miny zebranych, gdy zobaczyli w drzwiach piękną, młodą kobietę próbującą niezdarnie wstać. Nikt się nie śmiał. Wszyscy byli w szoku. Nagle jednak Maja wstała, podeszła do Fiammy i pomogła jej wstać.
– Pani – szepnęła Fiamma kłaniając się przed księżniczką. Maja poprawiła jej włosy i zaprowadziła do krzesła.
Fiamma podziękowała Mai. Ta uśmiechnęła się do dziewczyny i wróciła na swoje miejsce. Matka posłała jej spojrzenie pełne oburzenia, ona jednak to zignorowała.
– Proszę, jedzcie – powiedziała księżniczka zwracając się do zebranych. Goście odwrócili wzrok od wystraszonej Fiammy i zajęli się jedzeniem. Chwilę później jednak wszystkie spojrzenia znów skierowały się na nią, gdy powiedziała:
– Mój brat nieco się spóźni. Uznał, że powinien się przebrać.
Prawie każdy na sali był zamożny i od dziecka dobrze wychowany. Dla nich odzywanie się bez pozwolenia, w tak nagły sposób było oburzające. To postawiło Maję i Fiammę w trudnej sytuacji. Księżniczka starała się jednak zachować spokój.
– Oby tylko zdążył na drugie danie – powiedziała Maja ignorując miny pozostałych gości. Fiamma widząc jej opanowanie uspokoiła się i zaczęła jeść.
Zbierano właśnie miski po zupie, gdy do sali wszedł Fuoco. Wyglądał, a raczej nie wyglądał jak Fuoco. Był ubrany w bardzo piękny, książęcy strój. Na dodatek wszedł do sali dumnym, swobodnym krokiem i zajął miejsce przy stole. Większość gości sądziła, że brat Fiammy zrobi równie zaskakujące wejście, jednak teraz przeżyli szok.
– Czy to na pewno Fuoco, którego wcześniej witałyśmy? – szepnęła niepewnie Viola do Mai przyglądając się uważnie mężczyźnie.
– A czego oczekiwałaś? Żebraka z ulicy? – zakpiła Maja.
Uważnie się mu przyglądała przez całą ucztę, a gdy tylko on odwracał się w jej kierunku, odwracała  się. Po obiedzie nie mieli okazji porozmawiać, tak samo po kolacji. Maja postanowiła załatwić swoją sprawę następnego dnia, gdy tylko będzie wolna.
***
Viola od bladego rana była poddawana różnego rodzaju zabiegom kosmetycznym i fryzjerskim. Dobre trzy godziny zajęło służbie uczesanie dziewczyny w najróżniejsze fryzury. W końcu wybrała niezwykle prostą. Włosy były splecione w zwyczajny kok.
Suknię ubrała tą, którą wybrała poprzedniego dnia. Kolejnym problemem był dobór biżuterii. Proponowano jej wszelkiego rodzaju klejnoty, a ona nie potrafiła się zdecydować. W końcu po dobrej godzinie oglądania kolii, kolczyków i bransolet wybrała ten sam naszyjnik, który miała na szyi gdy poznała lepiej Maję.
Gdy była gotowa obejrzała się w lustrze. Westchnęła zdumiona, gdy tylko ujrzała swoje odbicie. Wyglądała przepięknie! Piękniej niż kiedykolwiek! Patrzyła na siebie zafascynowana, gdy nagle po komnacie poniósł się głos jej najlepszego przyjaciela – Piryta z Laremn.
– Zastanawiam się, kogo dziś koronują? Wyglądasz przepięknie!
– Piryt! – krzyknęła zaskoczona księżniczka odwracając się do chłopaka. – Kiedy przyjechałeś?
– Dzisiaj rano – odpowiedział podchodząc do niej. – Cieszysz się?
– I to jak! – Viola aż promieniała z radości. – Już myślałam, że spędzę ten wieczór podpierając ścianę! Teraz mam kogoś, z kim mogę zatańczyć.
Piryt był lekko zawstydzony tą propozycją. Uśmiechnął się jednak do księżniczki i złapał ją za ręce.
– Nie musiałem przyjeżdżać, jednak chciałem – wyznał. – Dla ciebie.
Viola nie umiała wydobyć z siebie ani jednego słowa. Była zdumiona i trochę przerażona. Przez chwilę miała wrażenie, że Piryt ją pocałuje, jednak on puścił nagle dłonie księżniczki, odwrócił się i wyszedł z komnaty. Viola nic z tego nie rozumiała. Stała w komnacie i wpatrywała się w drzwi. O co chodziło Pirytowi? Dlaczego to zrobił?
***
Koronacja Mai nie była niczym wielkim. W obecności zaproszonych gości książę Vid nałożył na głowę księżniczki koronę i na tym się skończyło. Większa uwagę zwracał bal, który miał się odbyć po tej krótkiej ceremonii.
Sala balowa była największym pomieszczeniem w całym zamku. Na bal ustawiono w niej kilkadziesiąt stołów z jedzeniem dla gości ułożonych wokół wielkiego parkietu, na którym zaproszeni mogli tańczyć do upadłego. Salę też udekorowano, wedle planu dotychczasowej królowej.
Do Mai ustawiła się kolejka gości, którzy chcieli wręczyć królowej prezenty oraz jej pogratulować. Viola widząc, że nie pogada z Mają usiadła na swoim miejscu przy stole i czekała, aż ktoś ją stamtąd zabierze. Chodziło jej o Piryta, z którym miała ochotę zatańczyć. Kilka par, które ustawiło się na czele kolejki już tańczyło w rytm granej muzyki, więc księżniczka zaczęła się niecierpliwić. W końcu się doczekała.
– Czy można prosić do tańca? – Viola odwróciła się szybko, wesoła, że czekanie już się skończyło, jednak okazało się, że to nie Piryt. Młodzieniec, który zaproponował Violi taniec nawet go nie przypominał. Jego faliste, brązowe włosy były długie, związane w kitkę. Był magiem, ponieważ miał kolorowe pasemka – dwa pomarańczowe i jedno srebrzyste. Posiadał delikatny zarost. Uśmiechał się do księżniczki serdecznie i wpatrywał w nią granatowymi oczami. Dziewczyna niepewnie się podniosła i poszła z nieznajomym na parkiet.
Orkiestra już wcześniej zaczęła grać dla innych par, więc wkroczyli na parkiet w środku tańca. Grano akurat bardzo wolną melodię, co nie za bardzo podobało się księżniczce zwłaszcza, że miała za partnera kogoś zupełnie obcego, choć... Viola miała wrażenie, że wcześniej go widziała. Nie potrafiła sobie przypomnieć, gdzie, jednak przeczuwała, że już się widzieli.
Gdy tańczyli do tej okropnie powolnej muzyki Viola zadała gościowi pytanie.
– Kim jesteś panie? Nie znam cię, nawet nie wyglądasz na szlachcica – zauważyła. Mężczyzna zachichotał.
– Przepraszam pani, że będę aż tak szczery, ale masz rację. Nie jestem szlachetnej krwi, nawet nie jestem sługą – przyznał się.
– Jak zatem dostałeś się do zamku? Czyżby ktoś zaniedbał obowiązki?
– Spokojnie księżniczko. Wszyscy strażnicy zapewne są na swoich miejscach. Dostałem się tu podziemiami. Zakładam, że o nich słyszałaś.
Viola była zaskoczona tym, co jej partner mówił. Powiedział, że będzie szczery, ale to co opowiadał  o podziemnych korytarzach, o sekrecie jej i Mai bardzo ją zdziwiło. Od kiedy wie? Jak często bywał w tunelach pod zamkiem?
– Tak. Słyszałam... S-skąd o nich wiesz?
– To długa i nudna historia – westchnął mężczyzna. – Nie chciałbym opowiadać jej przy tak wielu ludziach. Na osobności, oczywiście.
Viola była tak ciekawa nowego znajomego, że zapomniała o ostrożności. Znała tego człowieka równie dobrze, co żebraka siedzącego pod jakąś karczmą z uniesioną czapką na monety. Jednak opuściła wraz z nim salę i ruszyła pustym korytarzem. Poprowadziła go na wielki taras. Widać stąd było doskonale Mysią Przełęcz, jedyne przejście z Ataki do Orleany, oraz na miasto. Gościowi bardzo podobał się widok, jednak Viola nie pozwoliła mu się nim nacieszyć.
– Opowiadaj! – nakazała księżniczka. Odwrócił wzrok od krajobrazu i spojrzał na towarzyszkę. W jej oczach było wyraźnie widać zainteresowanie jego osobą.
– Co chciałabyś wiedzieć pani? – spytał spokojnie nie odrywając oczu od jej twarzy.
– Wszystko – rzekła. – Kim jesteś? Skąd pochodzisz? Po co przybyłeś do zamku?...
– Nie widzę powodu, aby trzymać cię w niepewności księżniczko. Więc, że wszystko co powiem to szczera prawda. – Viola kiwnęła głową. Mężczyzna wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać. – Moja rodzina była bardzo biedna. Zwłaszcza po śmierci ojca. Kilka lat później zmarła też moja matka zostawiając mnie i mą młodszą siostrę samych. Byliśmy bardzo głodni. Próbowałem znaleźć sobie pracę, ale nikt nie chciał mnie przyjąć. Dlatego pewnego dnia... postanowiłem ukraść dla nas jedzenie.
Viola zrobiła oburzoną minę. Już wiele lat temu narzucono jej pewną opinię o złodziejach i od tego czasu nie żywi do nich szczególnej sympatii. Uznała jednak, że nie będzie komentować sprawy, więc pozwoliła mu kontynuować.
– Moja siostrzyczka była chora. Umierała z głodu, ja zresztą też... Nie miałem wyboru. Wtedy mnie złapano i pewna osoba ocaliła mi życie...
– Ventus! – krzyknęła półgłosem księżniczka. Nawet nie musiał dokańczać, doskonale wiedziała z kim ma do czynienia. Już chciała wołać straże, gdy ten zasłonił jej usta dłonią.
– Wróciłem do niej... Już nie żyła... Było mi bardzo smutno, żałowałem, że ukradłem te owoce. Nie mogłem ich jednak zwrócić. Od tego się zaczęło... Wierzysz pozorom pani! Wszystko co wiesz o „największym złodzieju w królestwie” to kłamstwa! Racja, kradłem... Wszystkie skarby oddałem jednak biednym dzieciakom. Bo byli tacy jak ja. W tej samej sytuacji. Wy, którzy nie wiecie czym jest głód nigdy nie zrozumiecie. Patrzeć na te delicje i te skarby... Tak. Kradzież jest złem. Ja jestem zły... Nie przyszedłem tu jednak po skarby.
Powoli odsłonił księżniczce usta. Nie odzywała się. Była jednocześnie przerażona i zainteresowana słowami złodzieja. Chciała, żeby skończył.
– Chciałem podziękować – mruknął Ventus odwracając się od księżniczki. – Ocaliłaś mi życie. Gdyby Brise nie była chora, może ocaliłabyś i ją. Mam u ciebie dług, którego być może nigdy nie spłacę. Jedyne co mogę...
Nie zdołał jednak skończyć zdania. Wyczuł nagłą zmianę w powietrzu i doskonale wiedział, co ona oznacza. W ostatniej chwili powalił Violę na ziemię, gdy strzała przeleciała obok i rozbiła szybę w oknie zamku.
– Ktoś atakuje zamek! – krzyknęła przerażona Viola. Ventus pomógł jej wstać.
– Nie „ktoś” tylko nie-magowie. Chcą zabić królową.
– Maja!
Viola pędem ruszyła z powrotem ku sali balowej. Z hukiem otworzyła drzwi i krzyknęła:
– Atakują nas!
Nikt nie pytał, nikt się nie śmiał... Fakt, że księżniczka powiedziała coś takiego wzbudził od razu ogólną panikę. Książę Vid podbiegł do dziewczyny.
– Atakują? Kto? Dziecko! Co ty pleciesz?
– Nie-magowie! Musimy chronić Maję!
Vid zrobił poważną minę i skinął głową. Ignorując panikujący tłum ruszył ku Mai i jej matce, nie do końca rozumiejących sytuację. Viola potruchtała za nim.
– Ambre, Maju musicie gdzieś się ukryć. Wezmę ze sobą hrabiów i najlepszych wojowników. Spróbujemy odeprzeć atak.
– Za kogo ty mnie uważasz? – prychnęła królowa. – Mój dom jest atakowany, a ja mam uciekać jak jakiś tchórz? Będę walczyć wraz z wami!
Vid wiedział, że jak jego bratowa się uprze nie ma już ratunku. Musiał pozwolić jej na to.
– A ja? Ja też chcę walczyć! – oburzyła się Maja.
– Królowo, oni tu przyszli po ciebie. Nie możesz wpaść w ich ręce! Ambre, zbierz hrabiów, zaraz do was dołączę!
Była królowa skinęła głową i odeszła. Vid wiedział niestety o nie-magach coś, co niegdyś sprawiło, że nawet bogowie nie byli w stanie ich pokonać.
– Wiem po co wezwałaś tu Fuoco i Fiammę – szepnął bratanicy do ucha. – Sonny była w ciąży, dlatego odeszła. Viola to jej córka.
Maja była bardzo zaskoczona słowami stryja. Nie był to jednak koniec.
– Jest jeszcze coś, co musisz wiedzieć. To twoja siostra. Masz ją chronić.
Nie mówił już nic więcej, nawet jej nie pożegnał. Wcisnął jej w rękę pognieciony kawałek papieru i odszedł. Maja została sama z czyhającą niedaleko przyjaciółką, siostrą. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego cały czas to ukrywano... Wtedy z korytarza zaczęły dobiegać odgłosy walki. Lekko zagłuszone przez hałasy w sali. Maja szybko podeszła do Violi i złapała ją za rękę.
– Musimy iść do podziemi – powiedziała poważnym głosem.
– Jak? Musiałybyśmy wyjść na korytarz... – przypomniała Viola. Nagle ktoś odchrząknął.
– Chętnie pomogę – powiedział Ventus podchodząc do dziewcząt. – Znam każdy kąt ukrytych przejść w tym zamku.
Maja była lekko zdziwiona taką propozycją, jednak jedyne co mogła to zaufać nieznajomemu. Wraz z Violą ruszyły więc za magiem. Zauważyli to Fuoco i Fiamma. Byli prawie pewni, że pójść za nimi to jedyna droga ucieczki. Tak więc zrobili.
Nagle w sali wybuchł jeszcze większy zamęt. Wrogowie już tu są! Nie-magowie zaczęli przemykać się między ludźmi. Jednych zabijano, inni zabijali. Jednak jedna z nich nie interesowała się walką z gośćmi. Szybko wypatrzyła królową ukradkiem wymykającą się z sali drzwiami dla służby i rzuciła się w pogoń za Mają. Magowie ją ignorowali, każdy walczył w obronie własnej. Tylko jedna osoba zwróciła uwagę na tę kobietę. Piryt ruszył za wrogą damą.
Tymczasem Ventus przeprowadzał Maję i Violę, a także Fuoco i Fiammę przez kuchnię i pomieszczenia dla służby do tajemniczego przejścia, które może pomóc im uciec z zamku. Szli szybkim krokiem ignorując zaskoczonych służących. Ventus otworzył wreszcie drzwi do komnaty jakichś pokojówek i wpuścił do środka całe towarzystwo. Wtedy wykonał sztuczkę podobną do tej, jaką stosowała Maja, aby otworzyć przejście do podziemi tylko, że tym razem w ścianie ukazały się drzwi. Wpuścił wszystkich na schody znajdujące się za drzwiami i już zamykał je za sobą, gdy do komnaty wbiegła kobieta, która ich śledziła. Rzuciła się w kierunku drzwi, ale gdy do nich dotarła zamknęły się i zniknęły.
– Nie! – krzyknęła uderzając pięścią w ścianę. Nagle dostała w głowę kamieniem. Szybko się odwróciła i dostrzegła w drzwiach Piryta. Warknęła wściekle i rzuciła się w jego kierunku. Chłopak próbował się bronić jednocześnie atakując kobietę. Wtedy wyciągnęła sztylet i rzuciła nim trafiając go prosto w serce. Gdy upadł na podłogę podeszła do niego i wyciągnęła swoją własność z jego ciała.
– Przepraszam, nie udało mi się Ishi... – szepnęła i wybiegła z komnaty wracając do reszty swoich ludzi.
***
– Jesteś pewien, że wiesz gdzie idziesz? – chciała upewnić się Viola, próbując dotrzymać Ventusowi kroku.
– Tak – zapewnił ją. – Wyjdziemy niedaleko osady złodziei, tam będziecie bezpieczne.
– Muszę iść do biblioteki – powiedziała nagle Maja. Wszyscy zatrzymali się i spojrzeli na nią zdziwieni. – To bardzo ważne.
– Co chcesz zrobić? – spytał ją Ventus. – Zniszczyć zamek dźwignią burzącą?
Maja była zaskoczona wiedzą nieznajomego, jednak o nic nie pytała, tylko skinęła głową.
– Jeśli zasypiemy gruzami wejście do Mysiej Przełęczy Orleana będzie bezpieczna – wyjaśniła swój plan księżniczka.
– Nie możemy! A co z Videm i twoją mamą? Co gośćmi?... Co z Pirytem?
– Rozumiem cię, ale to jedyne wyjście. Życie ich za życie tysięcy mieszkańców zza gór.
Viola zaczęła płakać. Zrobiła się nagle słaba i bezradna...
– Idź. Znasz drogę. Spotkamy się w wiosce, dotrzesz tam idąc tym korytarzem – polecił królowej Ventus.
– Zajmij się nimi, kimkolwiek jesteś – nakazała Maja odwracając się i ruszając bocznym korytarzem w kierunku biblioteki. Reszta grupy znów szła za złodziejem ku wspomnianej przez niego wiosce. Po chwili Viola zatrzymała się i ruszyła śladem przyjaciółki, ignorując wołania reszty.
Gdy tylko Maja dotarła do Sekretnej Biblioteki odszukała dźwignię. Stanęła przed nią i przyjrzała się jej uważnie. Wystarczy za nią pociągnąć, aby wszyscy ludzie w zamku, magowie i nie-magowie zginęli, ale też aby ocalić wielu mieszkańców Orleany. Powoli zacisnęła pięści na rączce i pociągnęła dźwignię.
Zamek zaczął się trząść, dało się to wyczuć nawet w podziemiach. Powoli zsuwał się zboczem i zasypał Mysią Przełęcz. Lecz to zaledwie początek przygody.

wtorek, 12 maja 2015

Rozdzial 6 - Goscie




W zamku już od dwóch dni trwały przygotowania na wielką uroczystość, jaką będzie koronacja Mai na Królową Południowego Królestwa. Chłodne mury i puste korytarze zapełniły się służbą i chętnymi do pomocy przy dekorowaniu i sprzątaniu. Dotychczasowa władczyni w końcu się na coś przydała i zaplanowała wystrój sali balowej i tronowej.
– Nie martw się córciu. Wszystko będzie idealnie – zapewniła Maję jej matka. – Przyjazdu odmówili tylko dwaj ważniejsi goście. Do miasta zaczęli się zjeżdżać poddani z całego Królestwa. Właściciele karczm i restauracji nie skarżą się na brak gości, a targowisko zapełniło się nowymi kramami.
– Dziękuję matko – uśmiechnęła się serdecznie Maja. – Wiesz może gdzie jest Viola? Ostatnio często gdzieś mi znika.
– Z tego co wiem, to chyba nikt jej nie widuje. – Ambre wyglądała na lekko zdenerwowaną, ale za razem zmartwioną. – Myślałam, że wiesz coś na jej temat.
Maja przewróciła oczami. Skoro nie ma jej w zamku, jest pod zamkiem. Ponad miesiąc temu nauczyła się wchodzić samodzielnie do podziemi. Tylko po co siedzi tam tak długo? Maja będzie musiała ją odwiedzić, ale to później. Teraz ma zbyt dużo obowiązków na głowie. Trzeba przecież wybrać potrawy na ucztę.
Gdy dwie godziny później Maja była już wolna ukradkiem weszła do podziemnych tuneli i ruszyła ku Sekretnej Bibliotece. Tak jak przypuszczała zastała w niej Violę przeglądającą jakąś książkę. Gdy dziewczyna usłyszała skrzypienie drzwi uniosła głowę i dostrzegła Maję. Z uśmiechem na twarzy przywołała ją do siebie, aby coś jej pokazać. Księżniczka podeszła i usiadła obok, a Viola pokazała jej co takiego było w książce.
– Ma tytuł „Wszechwidzące oko” – powiedziała Viola. – Pozwala zobaczyć wszystko co dzieje się teraz w królestwie. Spójrz.
Książka była w rzeczywistości samą okładką. Gdy się ją otworzyło ukazywał się obraz, ruchomy obraz. Teraz pokazywał wnętrze powozu, w którym siedziała para magów – brązowowłosy mężczyzna i ruda kobieta. Maja nie musiała się długo zastanawiać, gdyż prawie od razu odgadła, kogo podgląda Viola. Byli to Fuoco i Fiamma, dzieci Camino, którzy dostali około dwóch tygodni wcześniej zaproszenie od Mai.
Fuoco miał długie, falowane (jak każdy mag) włosy. Dwa pasemka miał czerwone, jedno zielone. Zielone były też jego oczy. Miał lekki zarost. Maja mogłaby się założyć, że ostatnio golił się kilka dni przed wyjazdem. Nawet patrząc na niego przez obrazek można było dostrzec jego  siłę i potęgę. Ubrany był zgodnie z prośbą w niezwykle zamożny sposób. Nie wyglądał tak bogato jak jakiś hrabia. Miał na sobie białą koszulę i przylegające do ciała skórzane spodnie. Nosił też czerwoną pelerynę, długą, sięgającą kolan. Zapewne pożyczył ją od hrabi, aby lepiej się prezentować. Na głowie miał myśliwski kapelusz z trzema piórami. Nosił wysokie, czarne, skórzane buty.
Jego siostra zaskoczyła księżniczkę. Nigdy nie przypuszczałaby, że zwykła, żyjąca na uboczu wieśniaczka mogłaby wyglądać tak pięknie. Dwa pasemka miała jak brat czerwone, ale trzecie było błękitne i tak jak Fuoco oczy miała w kolorze tego trzeciego pasemka. Była szczupła i zgrabna. Łatwo można się domyślić jaka musi być zwinna! Nosiła wyjątkowo piękną suknię o niebieskiej barwie. Była to szata wyraźnie bardzo stara. W wielu miejscach miała „blizny”, czyli ślady po cerowaniu. Przez szyję przewieszoną miała skórę lisa, co poniekąd zmusiło Maję do śmiechu. Była prawie pewna, że to jeden z nielegalnie schwytanych okazów.
Rodzeństwo rozmawiało, jednak księżniczki nie były w stanie usłyszeć słów. Fiamma wyraźnie się na coś skarżyła. Obserwując ją można było się domyślić, że nie podoba jej się ten ubiór. Fuoco miał niezmiennie ten sam wyraz twarzy. Zamyśloną, nieobecną... Słuchał jednak siostry i odpowiadał jej.
– Przystojniak z tego Fuoco – zauważyła Maja. – To aż zabawne, że nie ma ukochanej.
– Wiesz... Gdybyś przyszła wcześniej poznałabyś powód – powiedziała jej Viola. - Długo ich obserwuję. Są bardzo niemili. Na ostatnim postoju patrzeli na służbę, jakby mieli ich zaraz zabić. Co więcej Fiamma kryje w rękawie sztylet. Nie wiem po co, ale to sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, kogo zaprosiłyśmy.
Maja zaśmiała się zamykając „Wszechwidzące oko”.
– Jak to kogo? – zapytała z szerokim uśmiechem. – Dwoje kłusowników z Orleany, którzy pomogą mi rozwiązać pewną zagadkę.
Viola też się zaśmiała. Maja położyła jej dłoń na głowie i rozczochrała jej brązowe włosy.
– Jutro bal, więc radziłabym ci biec do komnaty – powiedziała Maja, a gdy zauważyła, że Violi to nie rusza dodała: – Musisz wybrać sobie suknię, a jak sama wiesz zdecydujesz się po... Kto wie po ilu godzinach!
Obietnica całej kolekcji sukien czekających na Violę w komnacie obudziła ją i zmusiła do jak najszybszego udania się do zamku. Maja ponownie otworzyła książkę i spojrzała na twarz mężczyzny. Nie była do końca pewna, czemu to robi. Czuła, że to złe, ale coś w jej wnętrzu kazało  patrzeć. Jej dłoń powoli powędrowała ku obrazowi Fuoco...
– Co ja robię? – spytała sama siebie cofając rękę. Zamknęła książkę i ruszyła śladem Violi, ku zamkowi.
Tymczasem młodsza księżniczka z hukiem wbiegła do swojej komnaty gdzie, jak się okazało naprawdę czekał stos sukni. Widząc tą gamę barw i krojów Viola od razu domyśliła się, że podjęcie decyzji nie będzie takie proste. Czerwone, pomarańczowe i żółte stroje od razu skreśliła. Zaczęła przeglądać fioletowe. Jedne były zbyt proste, inne zbyt zdobne... Jedne bez przymierzania uznała za brzydkie i niewygodne, to znów inne określiła niej niegodnymi. Wśród zieleni i bieli nic nie znalazła, ale gdy zabrała się za przeglądanie niebieskich zauważyła suknię idealną. Miała ją na sobie ledwie raz w życiu. Tego dnia lepiej poznała Maję. Suknia aż się prosiła o ubranie jej na tę zacną okazję!
Zabrała wybrany strój do służącej. Ona wzięła suknię i kazała zabrać pozostałe z komnaty. Teraz Viola miała z głowy wybór stroju na koronację jej przyjaciółki. Wróciłaby do biblioteki, ale skoro jest już na górze, może jej się udać coś przekąsić. Tak więc udała się do kuchni.
Już z daleka pachniało rozmaitymi potrawami przygotowywanymi na bal i ucztę po koronacji Mai. Aż ślinka ciekła gdy do nosa docierały zapachy dziczyzny, owoców, serów, warzyw, wołowiny, baraniny... Viola pędziła za zapachem do kuchni by zwędzić kilka jabłek. Jakoś udało jej się to zrobić, gdy ktoś złapał ją za rękę.
– Dlaczegóż to księżniczka kradnie? – spytał dziewczynę Vid powoli puszczając jej rękę. Była wystraszona, nie wiedziała co ma powiedzieć.
– Jestem głodna. Przyszłam coś zjeść – próbowała wyjaśnić.
– Mogłaś się zapytać. Te jabłka są na ucztę – pouczył ją. – Ventus też był wtedy głodny, a dziś jest największym złodziejem w królestwie.
– Proszę nie porównywać mnie z tym bandytą książę. – Wyraz twarzy Violi ukazywał wyraźną złość i wstyd. – Gdybym wiedziała kim się stanie pozwoliłabym na odcięcie mu ręki.
Vid był wyraźnie dumny z postawy przybranej córki. Nie uśmiechał się jednak. To było dziwne. Jeszcze tydzień temu śmiał się i opowiadał jej żarty, a dziś patrzy czasem na nią, jakby miała zaraz zginąć. Księżniczka tego nie rozumiała.
– Proszę – powiedziała oddając jabłka. Vid ją powstrzymał.
– Smacznego – życzył szesnastoletniej księżniczce odgarniając jej włosy z oczu. – I na przyszłość spytaj.
– Dobrze wujku.
Z uśmiechem na twarzy ruszyła ku wyjściu z kuchni, a potem, korytarzem do sali tronowej. Idąc zjadła owoce. Weszła do sali, jej dłonie zalśniły zielono-granatową poświatą, a w podłodze ukazało się wejście do podziemnych korytarzy. Już miała wejść, gdy w drzwiach do sali stanęła Maja.
– Tracisz czas – powiedziała krzyżując ręce na piersi. – Oni już tu są.
Viola zastanawiała się chwilę, co oznaczają słowa księżniczki. Nagle zrozumiała.
– Skąd wiesz? – spytała nieco wystraszona.
– Rośliny mi powiedziały. – Viola była zaskoczona tym stwierdzeniem, aż przypomniała sobie, że przecież też tak potrafi. – Chodź. Musimy ich przywitać, to nasi goście.
Dziewczyna odwróciła się i opuściła salę. Jej młodsza przyjaciółka stała chwilę w osłupieniu, jednak szybko się otrząsnęła, zamknęła przejście i pobiegła za Mają, aby powitać przybyłe rodzeństwo.

niedziela, 10 maja 2015

Rozdzial 5 - Fuoco i Fiamma

Camino Levis była poczciwą i dobroduszną kobietą zamieszkującą wraz z dwójką swoich dzieci małą wioskę na zachodzie zupełnie innego kraju. Orleana została odkryta wieki temu. Od tego czasu zamieszkało tam bardzo wielu ludzi.
Rodzina Camino mieszkała w dużym mieście zwanym Duria. Jej matka Palmen, tak jak ona teraz, samotnie wychowywała dwójkę dzieci. Młodsza została służącą hrabiny i wyjechała do stolicy, starsza poślubiła mieszkańca zachodu, zamieszkała z nim w lesie, niedaleko miasta i ma teraz swoje dwa kochane skarby. Fuoco urodził się jako pierwszy. Rodzice bardzo go kochali. Pięć lat później na świat przyszła jego siostra – Fiamma. Pewnego dnia ojciec opuścił rodzinę. Fuoco musiał opiekować się siostrą i matką, jednak stała się rzecz okropna. Gdy chłopak miał szesnaście lat jego matkę zasypała lawina. Camino opuściła ten świat, a dzieci zostały  zostawione same sobie.
Fuoco właśnie wrócił do domu. Cały dzień polował w lesie na zwierzęta, których skórą handlowało rodzeństwo, a teraz jest cały brudny i zmęczony. Fiamma wybiegła mu naprzeciw gdy tylko dostrzegła zarys mężczyzny w oddali. Przytuliła brata brudząc przy tym swoją białą bluzkę. Była mimo wszystko bardzo szczęśliwa. Zaciągnęła brata do ich domu, gdzie w kominku płonął ogień. Usadziła go w fotelu, jak zawsze i przyniosła mu zupy. Wiedziała, że jest zmęczony całym dniem wędrówki i uganiania się za zwierzętami, więc zwolniła go nawet z trzymania łyżki. Sama go karmiła.
– Jak ci minął dzień? – spytał Fuoco siostrę. Fiamma się zaśmiała i przewróciła oczami.
– Tak jak zawsze – odpowiedziała dziewczyna wpychając mu do ust łyżkę zupy. - Zrobiłam pranie, pozamiatałam i zrobiłam obiad. A resztę czasu się nudziłam i żałowałam, że nie chciało mi się znów wstać.
– Nie brzmi zachęcająco – stwierdził oschle mężczyzna połykając kolejną łyżkę ciepłego dania. Fiamma odłożyła jednak miskę na stolik.
– Coś jest nie tak. Czuję to – powiedziała patrząc w oczy bratu. Fuoco próbował uciec jej spojrzeniu, jednak nie było łatwo umknąć jej błękitnym oczom. - Fuoco?
– Zakazano nam polować! – krzyknął zły wstając z fotela podszedł do kominka, gdzie palił się ogień. Machnął ręką, lśniącą teraz na zielono i przygasił blask. – To już koniec. Nie będzie nas stać nawet na spalony chleb!
– Nie. – Tylko tyle była w stanie powiedzieć dziewczyna słysząc jego słowa. Dotychczas utrzymywali się wyłącznie z tego, co przyniosły im polowania. Jeśli zabronią polować, a oni stracą źródło dochodów... Nie będą mieli już nic...
Fiamma podeszła do brata i przytuliła się do niego. Jej oczy zapełniły się łzami. Zaczęła płakać.
– Co z nami będzie? – spytała próbując powstrzymać łzy.
– Nie mam pojęcia...
Ten żałosny obraz trwa jeszcze kilka sekund gdy nagle po mieszkaniu niesie się dźwięk pukania do drzwi. Rodzeństwo jest zaskoczone. Bardzo rzadko przychodzą do nich goście. Zwykle przyjaciele rodziny, ale mimo wszystko nigdy nie pojawiają się bez zapowiedzi. Zatem świadomość, że ktoś stoi przed drzwiami, bez zapowiedzi, wieczorem jest bardzo zaskakująca.
Fiamma ociera łzy i zbiera naczynia po obiedzie, podczas gdy jej brat idzie otworzyć. Gdy dziewczyna idzie dołączyć przywitać gości dostrzega w drzwiach osobę, której nie da się z nikim pomylić. Królewski posłaniec! Fiamma pamiętała jeszcze ten jeden raz, gdy podobnie ubrany mężczyzna wręczył jej matce zaproszenie na ucztę z królową i jej córką. Zastanawiała się jakie wiadomości przyniósł dzisiejszy posłaniec.
Mężczyzna widząc ich oboje w drzwiach ukłonił się nisko i bez słowa wręczył Fuoco do ręki śnieżnobiałą kopertę pachnącą różami. Potem odwrócił się, wsiadł na swego białego rumaka i odjechał drogą ku głównemu szlakowi. Rodzeństwo było zdziwione tym zdarzeniem, oraz jego szybkim przebiegiem. Fiamma jednak bardzo zainteresowała się wiadomością trzymaną przez jej brata. Wyrwała mu z ręki kopertę i pobiegła do salonu. Fuoco jakby zbudzony z transu pobiegł za nią.
Fiamma usiadła na fotelu i szybko otworzyła kopertę. Wyciągnęła z jej wnętrza kartkę, na której starannym pismem napisano list.
– Co tu pisze? – zapytała Fiamma wręczając kartkę bratu. Gdy mama jeszcze żyła i zajmowała się dziećmi uczyła ich czytać i pisać, jednak Fiamma nigdy nie opanowała tych umiejętności tak dobrze, jak jej starszy brat. On wziął list do ręki i zaczął czytać na głos treść wiadomości.


Szanowni Fuoco i Fiammo z rodu Levis!

Na wstępie pozdrawiam Was i życzę zdrowia i szczęścia. Z tego co wiem w ostatnim czasie bardzo się Wam powodziło. Oby tak dalej!
Zastanawiacie się zapewne, kto i w jakim celu do Was napisał. Nie musicie się obawiać, że w tym liście chodzi o Wasze kłusownictwo i inne zbrodnie dokonywane przeciw Jej Wysokości Królowej Ambre i przeciw Królestwu Południa. Gdyby ten szczegół był istotny już dawno skazano by  Waszą dwójkę na śmierć. Piszę, gdyż pragnę zaprosić Was osobiście na bal z okazji mej koronacji na nowego władcę królestwa, oraz na krótką rozmowę w innej, osobistej sprawie. Wasza obecność w tym dniu jest dla mnie bardzo ważna, więc nie ignorujcie mojego wezwania. Macie stawić się 24 dnia lata pod rezydencją Hrabi Bahariego w Durii. Jest on powiadomiony o wszystkim, przyjedziecie wraz z nim na koronację. Nie wiem, jak państwo się ubierają, jednak proszę o godny strój, gdyż jesteście moimi prywatnymi gośćmi.
Czekam niecierpliwie na Wasze przybycie. Ja i Księżniczka Viola pragniemy jak najprędzej Was poznać.

Z wyrazami szacunku
Księżniczka Maja Nina Jacinte


Rodzeństwo było zaskoczone tożsamością nadawcy listu. Czuli się zaszczyceni tym, że napisała do nich następczyni tronu, co więcej zaprosiła ich na bal. Byli też nieco zmartwieni kilkoma fragmentami wiadomości. Po pierwsze księżniczka wiedziała o ich nielegalnym interesie. Tylko skąd? Od kiedy o tym wie? Drugą sprawą były dwa zwroty „osobista sprawa” i „prywatni goście”? Czego księżniczka Maja może od nich chcieć? Skąd o nich wie? Racja, ich ciotka pracowała siedemnaście lat temu w zamku jako służąca królowej, ale potem słuch po niej zaginął. Księżniczka miała wtedy trzy lata, więc niewiele mogła wiedzieć od ich krewnej.
Cały wieczór dyskutowali na temat tego, czy przyjmą zaproszenie, czy nie. Fiamma próbowała wyliczyć powody „za” i „przeciw”, a Fuoco próbował domyślić się, o jaką osobistą sprawę chodzi? Po głowie chodziły mu różne scenariusze spotkania. Jedne były pozytywne, inne negatywne... W końcu dał sobie spokój i zasnął w fotelu przykryty skórą niedźwiedzia, którego w młodości złapał wraz z ojcem.
Śniło mu się polowanie. Jeleń i łania uciekały przed strzałami wypuszczanymi w ich kierunku. To było królewskie polowanie, gdyż słychać było ujadanie psów i stukot końskich kopyt. W końcu zwierzęta wpadły w pułapkę. Otoczyła je sfora. Strzała wbiła się w szyję samicy, a ta upadła na ziemię. W rzeczywistości myśliwy celował do byka, jednak jego towarzyszka próbowała go obronić. Nagle psy i myśliwi na koniach rozpłynęli się niczym mgła, a jeleń pochylił się nad konającą łanią. Zaczął płakać, a jedna z jego łez spadła w miejscu, gdzie strzała wbiła się w ciało samicy. Błysnęło białe światło i łania stanęła cała i zdrowa przed samcem...
– Fuoco! Wstawaj! – Senne obrazy rozpłynęły się tak jak ukazani na nich myśliwi, gdy Fiamma zaczęła potrząsać bratem. Ten niechętnie podniósł się z fotela. – Podjąłeś decyzję?
– Co?... – spytał znużonym głosem i głośno ziewnął.
– Jedziemy, czy nie jedziemy? – przypomniała mu Fiamma przewracając błękitnymi oczami.
– W sumie to nie mamy nic do stracenia. – Fuoco przetarł oczy.
– Też tak uważam. Na razie naszym największym problemem jest brak odpowiedniego stroju – zaśmiała się dziewczyna. Jej żarcik zmusił nawet Fuoco do uśmiechu.
– Nie martw się. Będziesz przecież miała najpiękniejszą suknię ze wszystkich gości. Mogłabyś nawet przyjść w łachmanach, a i tak żaden mężczyzna nie oderwałby od Ciebie wzroku. – Miał oczywiście na myśli jej urodę, a co do sukni, to ich matka zostawiła po sobie całą szafę pełną jej starych ubrań.
– A ty z taką buźką oczarujesz wszystkie damy na sali – odgryzła mu się siostra. – Chodź. Ostatnio natknęłam się na lisią norę. Chciałabym mieć na balu przyzwoity szalik.

piątek, 8 maja 2015

Rozdzial 4 - Sekretna Blioteka

Przez chwilę Viola nie była pewna, czy postać wchodząca do jadalni to Maja. Ostatni raz widziały się ponad rok temu. W wyniku bardzo ważnej uroczystości we Wschodnim Królestwie księżniczka nie pojawiła się na szesnastych urodzinach Violi. Zostawiła jej za to prezent w postaci figurki krokodyla, zwierzęcia znanego ze wschodu.
Maja miała czarne włosy. Jej matka też miała niegdyś włosy tej barwy. Pasemka były tylko dwa, czego Viola nigdy nie potrafiła zrozumieć. Jedno było czerwone, a drugie białe. Ta księżniczka w przeciwieństwie do siedzącej przy stole Violi nosiła diadem. Był wykonany ze srebra, ozdobiony perłami i diamentami. Suknia Mai była prosta, nie wyróżniała się niczym szczególnym i szczerze mówiąc nie jedna dama dworu nosiła ładniejszą na co dzień. Jednak szczególnie uwagę Violi przykuł naszyjnik następczyni tronu. Znała go doskonale, przecież... sama go wybrała.
Nic nie opisze radości, jaka szarpnęła Violą w momencie, kiedy zobaczyła bursztynowy naszyjnik zdobiący szyję przyszłej królowej. Ubrała go, prezent urodzinowy od niej!
Maja podeszła niepewnie do stołu. Odsunęła krzesło i zajęła miejsce.
– Maja jak ty wyglądasz! – jęknęła królowa gładząc włosy córki. – Jaką ty będziesz królową, jeśli twoje włosy będą w takim nieładzie!
Księżniczka tylko przewróciła oczami. Nagle jej wzrok skupił się na Violi. Była zaskoczona jej widokiem, jakby dopiero ją dostrzegła. Wpatrywała się w dziewczynę z takim wyrazem twarzy, jakby ta była co najmniej duchem. Viola była wystraszona. Próbowała jednak nie dać tego po sobie poznać. Gapiły się tak na siebie kilkadziesiąt sekund.
– Dziewczęta mówię do was! – Głos Ambre nagle przerywał ciszę. Jednak księżniczkom tylko tak się wydawało. Ich spotkanie było dla nich tak niezwykłe, że zapomniały o rzeczywistości.
– Umm... Tak matko, przepraszam – powiedziała Maja odwracając się w kierunku kobiety. – Byłabyś łaskawa powtórzyć?
– Chodzi mi o to, że powinnyście spędzać ze sobą czas. Tak jak siostry – wyjaśniła krótko Ambre oczekując reakcji dziewcząt.
– Ale tak... jako dworka? – chciała się upewnić Maja.
– Byłabym zaszczycona – przyznała szczerze Viola. Królowa jednak pokręciła głową.
– Ależ skąd! – W głosie władczyni dało się słyszeć oburzenie. – Violu, jesteś przybraną córką mego szwagra i nie będziesz żadną sługą do towarzystwa! Chcę abyście się zaprzyjaźniły, tak na dobry początek. Potem, gdy Maja przejmie koronę będzie potrzebowała doradcy, mądrego jak księżniczka. Rozumiecie?
– Tak Pani – powiedziała Viola. Maja chwilę myślała, po czym również potwierdziła.
Ambre nie byłaby sobą, gdyby nie przetrzymała dziewcząt jeszcze dobrą godzinę. Potem jednak odeszła od stołu nakazując księżniczkom, by spędziły pozostały czas razem, oraz by następny dzień też spędziły w swoim towarzystwie.
Maja jako druga wstała od stołu. Chwilę po niej Viola. W głowie starszej księżniczki kłębiło się wiele myśli. Nie wiedziała jaki temat zacząć, o czym chce porozmawiać z nową towarzyszką... Nagle wpadła na pomysł. Nakazała Violi iść za nią.
Z jadalni szły korytarzem prowadzącym do sali tronowej. Całą drogę milczały, a Viola zastanawiała się co takiego chce zrobić Maja. Gdy księżniczka podeszła do tronu przez chwilę dziewczyna miała wrażenie, że chce na nim zasiąść. Ona jednak tego nie zrobiła.
– Byłaś kiedyś w podziemiach? – spytała Maja. Viola pokręciła głową. – Więc... Zapraszam!
Ręce dziewczyny zaczęły mienić się biało-czerwonym blaskiem, a na podłodze ukazała się klapa. Maja podeszła i otworzyła przejście. Gestem dłoni zaprosiła Violę do środka. Brunetka niepewnie podeszła i dostrzegła szczeble drabiny. Już miała stanąć na pierwszym szczeblu, gdy coś sobie uświadomiła.
– Moja suknia! Zniszczę ją! – Spojrzała ze strachem na swoją nową przyjaciółkę. Ta uśmiechnęła się i pokręciła głową.
– Jak będziesz tak się przejmować sukniami i ozdóbkami to skończysz jak moja mama. – Ton jej głosu był kpiący, wyraźnie chciała obrazić Violę i zmusić ją do zejścia na dół, co się jej udało. Zła szybko zeszła do podziemi. Maja zaraz po niej zamykając przejście.
W podziemiach było ciemno jak w grobie. Nagle jednak dłonie Mai znów zaświeciły, a mech ukryty między cegiełkami ścian zaczął świecić niebieskim blaskiem. Księżniczka swobodnie ruszyła przed siebie, za nią jej młodsza towarzyszka.
– W-wasza wysokość, gdzie idziemy? – spytała lekko wystraszona Viola.
– Nie „Wasza wysokość”, tylko Maja – skarciła ją. – Idziemy do biblioteki.
Do biblioteki? Czy ona myśli, że aż tak mi się na co dzień nudzi? – zapytała siebie w myślach Viola. Korytarz ciągnął się i ciągnął. Wędrówka nie miała końca. Co jakiś czas można było dostrzec inne podziemne korytarze.
W końcu dziewczęta dotarły do wielkich, pozłacanych drzwi. Maja nacisnęła klamkę i zaprosiła towarzyszkę do środka.
Biblioteka była ogromną komnatą dorównującą, a nawet przewyższającą przestrzenią nawet do sali balowej. Gdy tylko drzwi się otworzyły magicznym sposobem zapłonęły świece w zawieszonych wysoko pod sufitem żyrandolach. Pod ścianami stały półki pokryte całkowicie książkami o różnych kolorach okładek i różnych grubościach. Każdy regał zaopatrzony był w wysoką drabinę pozwalającą na sięgnięcie nawet tych ksiąg umieszczonych na najwyższych półkach. W pokoju było też kilka sof i wielkich miękkich poduszek na ziemi, gdzie mógł siedzieć czytelnik. Jednak najbardziej niezwykłym przedmiotem w pokoju była wielka księga położona na ogromnym stole pośrodku pokoju.
– Rozgość się! – powiedziała z uśmiechem Maja podchodząc do najbliższego regału i wyciągając z niego książkę o czarnej, skórzanej okładce. Podeszła do Violi, otworzyła księgę, a z jej wnętrza wyleciały trzy śnieżnobiałe motyle. Dziewczyna wyrwała księżniczce księgę z rąk i spojrzała na okładkę.
– „Motyle Dzikich Krain”... – przeczytała tytuł i ponownie otworzyła księgę. Tym razem wyleciały z niej piękne, różowo-pomarańczowe. W książce znajdował się ich szczegółowy opis. – Kto to napisał?
Rzeczywiście. Na okładce był tytuł, ale nie było żadnego autora.
– Król Południa, mój przodek – powiedziała Maja i rozłożyła ręce szeroko, tak jakby chciała objąć całą komnatę. - Napisał je wszystkie! Był największym czarodziejem w historii, ale magów takich jak on już nie ma. Kazano zabić każdego, kto miał moc władzy nad wszystkimi żywiołami. Zrobił to Król Jacinte około trzystu lat temu. To czarna plama na historii mego rodu.
– Skąd to wiesz? – spytała Viola. – Musisz być naprawdę mądra! Ja ledwie zliczam żywioły! Natura, woda, ziemia, ogień, powietrze, rzadka miłość...
– ...i iluzja. Mówią o nim, że najsłabszy, a jednak ja uważam, iż jest potężny. – Maja uśmiechnęła się zagadkowo i pobiegła w kierunku innego regału. Weszła na drabinę, do połowy jej wysokości i sięgnęła dwie książki. Potem wróciła na dół i zajmuje jedną z kanap. Viola przyłączyła się do niej.
– Co to? - zapytała brunetka.
– Dwie z wielu książek o magach iluzji – wyjaśniła Maja. – „Magowie Magii” i „Najsłynniejsze rody iluzji”. Tą drugą uzupełniały pokolenia magów, gdyż jest ona dokładniej drzewem genealogicznym rodów, które niestety już straciły „czystą krew”. Jednak odkryłam coś ciekawego. Zobacz!
Maja otworzyła książkę tam, gdzie miała wcześniej założoną zakładkę. Zaczynał się tam dział o rodzinie Solaris, od pokoleń czystej krwi. Książka opisywała członków rodziny, jednak Mai nie o to chodziło. Pokazywała jak na przestrzeni lat rozwinął się rozdział. Nagle przestała przekładać kartki i wskazała wyraźny ślad po wyrwanej kartce.
- Widzisz? Ktoś z rodu był tu i wyrwał jedną kartkę – tłumaczyła dalej Maja. - Przez wiele lat szukałam odpowiedzi na pytanie, co kryła? Znalazłam ją tu.
Uniosła drugą książkę i tak jak w przypadku poprzedniej otworzyła tam, gdzie miała zakładkę. Znajdowała się tam niestarannie sklejona kartka z poprzedniej książki. Viola chciała spytać, czemu Maja nie odłożyła jej na miejsce, ale odpowiedź przyszła zanim zdołała otworzyć usta.
- To książka o rodach władców wszystkich żywiołów. Około sześćdziesięciu lat temu ostatni żyjący „Mag Magii” poślubił członkinię rodu Solaris, która niestety nie była czystej krwi magiem. Zamieszkali w Południowej Orleanie, więc spytałam matkę, czy coś o tym nie wie. Wiedziała bardzo wiele. Co więcej znała ich dzieci. Ich młodsza córka przyjechała z mamą i ciocią Valentine do zamku i została damą dworu. Jednak pewnego dnia ciocia umarła, a tydzień później dworka zniknęła. Potem mój ojciec się zabił... Stryj przypuszcza, że załamał się śmiercią Valentine, ale ja sądzę, że miało to coś wspólnego z tą dworką. Może Sonny była magiem jak jej ojciec? Mówili, że nie, bo jej imię nie pasowało do żadnego żywiołu... A jeśli kryje się za tym jakaś głębsza tajemnica?
– To naprawdę ciekawa opowieść Maju, ale jej raczej nie sprawdzimy – powiedziała smutnie Viola. – Za pięć miesięcy odbędzie się twoja koronacja, a będąc królową nie będziesz w stanie tego zbadać. Ja również.
– Jest jednak ktoś kto może znać odpowiedź – powiedziała Maja wstając i odnosząc książki na ich miejsce. – Fuoco i Fiamma, siostrzeńcy Sonny.

środa, 6 maja 2015

Rozdzial 3 - Herbatka z krolowa

***
Viola unosząc delikatnie do góry suknię zbiegła po schodach. Szybko zniknęła za rogiem. Korytarzem niosły się odgłosy kroków najlepszego i jedynego przyjaciela księżniczki – Piryta. Gdy Viola rzekomo znaleziona na drodze przyjechała do zamku, to właśnie jego matka ją wykarmiła. Dzieci znają się dosłownie „od kołyski”. Zawsze, gdy tylko chłopiec jest w zamku bawią się w najlepsze. To dni, które księżniczka bardzo lubi. Zwykle jest samotna, uczy się i praktycznie nie ma czasu na zabawę, ani partnera do zabawy. Kiedy gości Piryta szara rzeczywistość nabiera barw.
Jak większość mieszkańców królestwa chłopiec jest magiem. Jego blond włosy kryją trzy pasemka – dwa brązowe i jedno zielone. Viola też ma kolorowe włosy. Wśród jej brązowych loków kryją się dwa granatowe i jedno zielone pasemko. Moce ułatwiają wiele rzeczy. Dzięki magii można łatwiej budować, polować, walczyć, czy bawić się, tak jak teraz Viola i Piryt w berka.
Choć mają już po szesnaście lat są dużymi dziećmi. Dokładniej to Viola jest dużym dzieckiem. Piryt ma wiele poważnych zajęć w wiosce, w której mieszka. Zabawy z księżniczką wciągają go jednak w świat dziecięcych zabaw.
– Mam cię! – zawołał chłopak łapiąc brunetkę za ramię. – Ty gonisz!
– Przestańmy na chwilę – zachichotała Viola dysząc ze zmęczenia. – Zaraz i tak mam pogawędkę z królową.
Księżniczka usiadła na posadzce pod ścianą. Jej towarzysz przyłączył się.
– Musisz iść? - spytał łapiąc w palce kosmyk jej włosów. Zaczął się nim bawić, po chwili jednak przestał i szepnął dziewczynie do ucha: – Królowa nawet nie zauważy. Jest już stara...
– Nie mów tak bo cie zabije! – zaśmiała się księżniczka odpychając go. – Muszę już iść. Widzimy się potem!
Podała mu ze śmiechem dłoń, którą ten ucałował i pobiegła korytarzem w kierunku swojej komnaty.
Pod drzwiami już czekały służące. Zaprowadziły księżniczkę do łaźni. Wspomnieć należy, że Viola nie przepadała za kąpielami. Tak więc gdy jedna ze służących ją szorowała ta jęczała i narzekała. Gdy była już czysta ubrano ją w nową, czystą suknię.
Przebieranki to jedna z niewielu rzeczy, które dziewczyna bardzo lubiła. Niestety nie pozwalano jej nosić zdobnych sukni balowych na co dzień. Viola zawsze się brudziła podczas zabaw w zamku. Dlatego wyjątkowe suknie były tylko na wyjątkowe okazje. 
Ta herbatka będzie chyba bardzo wyjątkowa, skoro dają mi taką kieckę! - pomyślała Viola, podczas gdy służąca ubierała ją w przygotowaną suknię. Rzeczywiście, strój niczego sobie. Suknia uszyta była z delikatnego, lśniącego, niebieskiego materiału. Dekolt obszyty miała błękitnym materiałem. Tego samego koloru użyto też na rękawach i trochę w dolnej części sukni. Rękawy do łokci przylegały do ciała, niżej były bardzo szerokie. W wielu miejscach użyto też złotej nici. Viola musiała jak najszybciej zobaczyć się w lustrze, więc pobiegła do swojej komnaty. W pokoju stało wysokie zwierciadło o złotej ramie. Dziewczyna podeszła do niego, a to co zobaczyła zaparło jej dech w piersi.
Wyglądała przepięknie! Suknia pasowała na nią jak ulał, a jej kolory zgrały się z trzema niezwykłymi pasemkami włosów. Co więcej barwy pasowały do jej fioletowych oczu. Czegoś jednak jej brakowało... Podeszła do toaletki i wyciągnęła jedną z szuflad. Wśród licznych naszyjników, wisiorków i korali szukała tej jednej, konkretnej ozdoby.
– Tu jesteś! – zawołała wyciągając złoty naszyjnik ozdobiony kamieniami lapis lazuli i turkusu. Podeszła do lustra i założyła go na szyję. Był to jeden z jej ulubionych naszyjników. Dostała dwa lata wcześniej, na swe czternaste urodziny. Podarowała go jej Maja.
Ciężko opisać relację łączącą dwie księżniczki. Praktycznie się nie znały. Nie rozmawiały ze sobą, nie spotykały... Gdy nadarzała się okazja by zacieśnić więzi któraś była zajęta. Te okazje nadarzały się tylko w urodziny jednej lub drugiej, ale zawsze było wielu innych gości, z którymi trzeba było rozmawiać. Viola jednak bardzo lubiła obdarzać przyszłą królową, a prezenty od niej uważała za najcenniejsze skarby, jakie mogłyby wpaść w jej ręce. Sama nie wiedziała, czy lubi Maję z szacunku, czy jest może jakiś inny, głębszy powód?
Prezent był wyjątkowy i pasował do nowej sukni. Czy mógłby istnieć lepszy naszyjnik? Viola była tak zadowolona ze swego wyglądu, że nie zwracała uwagi na służącą, która przyszła ją uczesać. Gdy z transu obudziło ją mocne szarpnięcie za włosy zaczęła się zastanawiać jaka ją dzisiaj czeka rozmowa na cotygodniowej herbatce.
Królowa Ambre wyraźnie lubiła towarzystwo przybranej córki jej szwagra. Na swoich ulubionych sobotnich herbatkach zazwyczaj plotkowała z Violą na różne tematy. Czasem obgadywały różnych urzędników, czasem przekazywały sobie plotki krążące po zamku, niekiedy mówiły też o polityce śmiejąc się z niektórych postanowień Vida. Ambre nie mieszała się bowiem w sprawy królestwa. Oficjalnie to ona rządziła państwem, ale jej władza opierała się głównie na pogawędkach przy jej ukochanym napoju – herbacie.
Zwykle takie spotkania były nudne i ciągnęły się godzinami. Viola odliczała tylko czas, jaki spędziła siedząc bezczynnie z królową w oczekiwaniu na chwilę, gdy będzie mogła wrócić do codziennych zajęć. Tego dnia jednak niecierpliwiła się na myśl o spotkaniu. Taka suknia może świadczyć tylko o jakimś ważnym i ciekawym temacie rozmów, bo wierzcie lub nie, ale władczyni zawsze dobierała ubiór do tematu pogawędek.
W końcu, gdy Viola była gotowa dwie służące zaprowadziły ją do jadalni, gdzie przy okrągłym stoliku pod oknem siedziała królowa. Ambre była kobietą w średnim wieku. Miała około pięćdziesięciu lat, jednak jej włosy już zaczynały siwieć. Jak każdy mag miała kolorowe pasemka – dwa czerwone i jedno pomarańczowe. Jej kręcone włosy były związane czerwona wstążką tworząc kitkę. Na głowie założoną miała złotą koronę ozdobioną rubinami i szmaragdami, oraz jej ulubionym – bursztynem. Na twarzy miała kilka zmarszczek. Jej granatowe oczy były jak zawsze przymrużone. Na uszach miała wielkie kolczyki wykonane ze złota. Tak jak koronę zdobiły je rubiny i szmaragdy, a dodatkowo po trzy szafiry w kształcie kropli. Na szyi miała złotą kolię z podobnymi klejnotami.
Jej suknia była bardzo podobna do tej, którą miała teraz na sobie Viola tyle, że była w kolorze pomarańczowym i była bardziej zdobna niż ta niebieska.
Gdy dostrzegła księżniczkę wstała i wyciągnęła do niej dłoń. Viola chwyciła ją i ucałowała w geście szacunku.
– Usiądźmy. – Królowa wskazała Violi krzesło, a ta posłusznie na nim usiadła. Spojrzała z powagą na królową. – Nalej mi herbaty kochanie.
Viola uniosła porcelanowy dzbanek stojący na stole i wlała gorący napój do jednej ze stojących obok niego filiżanek. Śledziła oczami ruch dłoni kobiety, gdy ta sięgała po herbatę i unosiła filiżankę do ust. Ambre wzięła łyk i odłożyła filiżankę na stół.
– Jak tam nauka? – zapytała. Viola pomyślała chwilę, po czym odpowiedziała jej.
– Mistrz Aquos mówi, że z dnia na dzień robię postępy. Ostatnio udało mi się zmienić truskawki w maliny.
– Moje gratulacje. Trzymaj tak dalej a może będziesz kiedyś sama mistrzem – pochwaliła ją królowa. – A co robisz w wolnym czasie?
– Ostatnio byłam z wujem Videm na przejażdżce Pani – odpowiedziała grzecznie na pytanie. – Przedwczoraj przyjechał do zamku Piryt z Laremn, syn Kai z Zachodniego Królestwa, która mnie wykarmiła. Oprowadzam go po zamku.
– Cieszy mnie, że zajmujesz się gośćmi. – Do uszu Violi znów dotarła pochwała. – Jednak nie spoufalaj się tak ze służbą, zwłaszcza jeśli są dziećmi mieszkańców Zachodniego lub Wschodniego Królestwa.
– Dobrze ciociu, przestanę. – Mówiąc to skrzyżowała pod stołem palce.
– Miło mi to słyszeć. A powiedz mi moja droga... Nie czujesz się przypadkiem samotna?
– Ależ nie Pani! Ani trochę!
– Nie kłam! – skarciła ją królowa. – Przecież każdy w tym zamku wie, że łazisz samotnie po korytarzach unikając mnie i służby! Nie chciałabyś czasem spędzić trochę czasu z kimś... no nie wiem... przyjaciółką?
– Kogo Wasza Wysokość ma na myśli? – zapytała niepewnie Viola patrząc w przymrużone oczy władczyni.
– Moją córkę oczywiście – rzekła królowa. – Od czternastu lat robi to samo co ty. Jako królowa powinna trochę wyjść do ludzi, porozmawiać... Maja nic, tylko by wędrowała korytarzami czytając książki. Powinnyście umieć się dogadać, zwłaszcza, że w przyszłości masz zostać jej doradczynią.
– D-doradczynią Mai? – zdziwiła się Viola. – Ja?
– Ależ oczywiście, ze ty głuptasie! Vid tak wymyślił! Sądzę, że już powinnyście zacząć znajomość – powiedziała królowa, po czym odwróciła się do dworek stojących pod drzwiami. – Niech Maja wejdzie!

__________________________________________
Trzy gwiazdki od Angeliki! Jakoś to łatają! Ktoś ma dobre rady? Chętnie posłucham ;)

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdzial 2 - Na targu

– Powinnaś się nieco bardziej skoncentrować na tym co robisz! Inaczej nigdy ci się nie uda! – skarcił swoją uczennicę jej mistrz.
– Yyyy... Staram się? – Viola przewróciła fioletowymi oczami. Jej nauczyciel Aquos jest oburzony zachowaniem dziewczynki.
– Jeśli nie opanujesz tak prostej sztuczki, jak zmuszenie kwiatu do zakwitnięcia to nigdy nie nauczysz się czarować! – mówi. Wtedy jego dłonie zaczynają świecić na niebiesko i z pomocą swojej magii wyciąga wodę z wazonu tworząc w powietrzu bańkę. Po chwili zamiast cieczy w powietrzu unosi się para. 
– Popisujesz się! – wyśmiewa nauczyciela Viola. Zaczyna chichotać, kwiatek przed nią otwiera się, a jego białe płatki rozświetlają komnatę. Aquos bije brawo.
– Widzisz jak niewiele potrzeba księżniczko? – pogratulował dziewczynce. Ta zeskakuje z krzesła, na którym siedziała i podchodzi do drzwi. 
– Wujek zaraz przyjdzie – mówi nauczycielowi. – Mamy iść na targ.
– Wyczuwasz wibracje? Kiedy się tego nauczyłaś? – spyta podchodząc do dziecka.
– Nie wiem... – przyznaje Viola. – Chyba od zawsze. Wiem, gdzie, kto, kiedy się przechadza i co niesie. Znam miejsce pobytu każdego mieszkańca zamku. Tylko Mai nigdy nie umiem znaleźć.
– Księżniczka Maja jest bardzo utalentowanym magiem – tłumaczy jej mężczyzna. – Z dnia na dzień robiła postępy. Zawsze była bardziej zdolna niż zwykli ludzie. Może to przez ir...
Nie zdążył jednak skończyć wypowiedzi, ponieważ w drzwiach komnaty stanął nikt inny, jak sam książę Vid. Jego podopieczna ucieszyła się na jego widok. Podbiegła i objęła go w pasie. Opiekun pogłaskał małą po czole i uśmiechnął się do niej. Aquos ukłonił się księciu.
– Jak tam lekcja? Czego się nauczyłaś? – pytał dziewczynkę. Ta uśmiechnęła się szeroko.
– Kwiaty kwitną, od jej uśmiechu – mówi nauczyciel wskazując na biały kwiat w wazonie postawiony na biurku. Vid jest wyraźnie dumny z księżniczki. Spogląda na nią, a ta się rumieni.
– Cóż... Wybacz Aquosie, ale zabieram Violę do miasta. Gdy wrócimy nie będzie już lekcji, więc możesz udać się do swego domu. – Nauczyciel ukłonił się księciu i zaczął pakować swoją torbę. Vid wraz z dziewczynką opuścili komnatę i udali się korytarzem do wyjścia na dziedziniec.
Przed drzwiami wyjściowymi czekała jedna ze służących. Ubrała księżniczkę w błękitny płaszcz obszyty króliczym futerkiem. Dziewczynka chętnie ubrała zdobny strój i wraz z opiekunem opuściła budynek.
Dziedziniec był dość spory. Pośrodku stała studnia, teraz zakryta. Jak zawsze podwórze tętniło życiem. Słudzy, strażnicy, kilka dam dworu... Książę Vid oraz księżniczka Viola udali się ku głównej bramie. Gdy tylko opuścili zabudowania zamku dołączyli do nich dwaj strażnicy ubrani w lekkie, skórzane zbroje.
Księżniczki nie interesowali dwaj mężczyźni podążający za nią i jej wujem. Nigdy niczym się nie wyróżniali. Zawsze nosili te same stroje z dziczej skóry, oraz miecz ukryty w pochwie przy pasie. Bardziej interesował ją ubiór Vida. Książę miał na sobie wysokie buty ze skóry jelenia, bawełniane spodnie, oraz białą koszulę. Nosił też płaszcz z drogiego, lśniącego materiału, z jedwabiu. Jego głowę zdobiła książęca tiara wysadzana rubinami. Tak jak rycerze miał przy sobie miecz „bym mógł nas obronić kochana” - przypomniały się dziewczynce jego słowa wypowiedziane dwa lata wcześniej.
Tego dnia słońce rozświetlało miasto bardziej, niż w zwykłe wiosenne dni. Wiał jednak chłodny wiatr, który zmuszał mieszkańców do ubrania się w płaszcze i chusty. Na targu było wielu ludzi ubranych w mniej lub bardziej zdobne stroje. Kupcy, handlarze, żebracy... Jedni kłaniali się Violi i jej opiekunowi, inni serdecznie ich witali. Księżniczkę bardzo fascynowały skarby sprzedawane na targu. Były tam egzotyczne zwierzęta w klatkach, kolekcje biżuterii, przedmioty codziennego użytku, a nawet materiały. Wszędzie było słychać gwar. Ludzie przekrzykiwali się nawzajem próbując podać ceny swoich produktów lub targując się. 
Violi pozwalano wszystko dotykać i oglądać, a niektóre rzeczy nawet kupować. Dziewczynka bardzo lubiła zakupy. Zwykle takimi sprawami zajmowali się służący z zamku, ale od kiedy skończyła cztery lata raz do roku wuj zabierał ją na targ. Tak jak przez ostatnie sześć wyjść interesowała się biżuterią. Naszyjnik z bursztynu był pierwszy na liście zakupów. Jak zwykle wzięła dwa. Nigdy nie brała dwóch dla siebie. Jeden będzie prezentem dla Mai.
Maja jest jedyną córką królowej Ambre i jej męża króla Laura. Księżniczka, tak jak Viola umie rozkazywać roślinom, tyle, że robi to o wiele lepiej. Za sześć lat, w dniu jej dwudziestych urodzin ma zostać władcą królestwa. Jak dla Violi szczęśliwym zbiegiem okoliczności Maja obchodzi urodziny miesiąc po jej co rocznych zakupach. Księżniczka bardzo lubi urodziny Mai. To jeden z niewielu dni w roku, gdy może spotkać się z nią twarzą w twarz. Maja zdaje się zawsze unikać Violi. Gdy ta próbuje ją odszukać sprytnie znika. Jednak z długich opowiadań dorosłych, dotyczących następczyni tronu Viola wie, że bursztyny to jej ulubione klejnoty.
Wycieczka jak co roku kończy się na rynku. Tu nie ma straganów. Jest za to wolna przestrzeń i fontanna, które mała księżniczka tak bardzo lubi! Gdy tylko podbiega do fontanny nabiera w dłonie lodowatą wodę i przemywa twarz. Zaczyna bawić się wodą, co przykuwa uwagę miejskich dzieci. Po chwili do Violi dołącza szóstka dzieciaków.
Jeden chłopiec zaczyna bawić się wodą z fontanny, unosząc ją i opuszczając, w sposób podobny do popisów Aquosa. Dwie dziewczynki o identycznych twarzach rzucają do siebie kamieniami. Nie łapią ich w dłonie, kamyki latają w powietrzu. Inny chłopiec zaczyna „kolorować” wodę w fontannie zmieniając w rzeczywistości barwę rzucanego światła. Banda wyraźnie chce popisać się przed księżniczką. Udało im się. Viola zaczęła bić artystom brawo. Jednak dobrą zabawę przerwał wściekły okrzyk jednego ze sprzedawców.
Mężczyzna trzymał za dłoń chłopca, na oko dwunastoletniego. Darł się tak głośno, że słychać go było w całym mieście mimo gwaru rozmów.
– Ty mały złodzieju! – grzmiał jego głos. – Próbowałeś mnie okraść!!! Wiesz co robią złodziejom, takim jak TY???Już z daleka było widać, że dzieciak jest wystraszony. Viola powoli podbiegła do straganu z jabłkami, który stał się centrum uwagi chyba każdego na rynku.
– Odcina się im ręce, by już nie mogli kraść!!! – warknął mężczyzna. Przycisnął dłoń chłopca do lady straganu i sięgnął po nóż. Już uniósł go do góry, gdy pełen powagi dziewczęcy głosik dotarł do jego uszu.
– Zostaw go! – Viola wpatrywała się z wściekłością na zdezorientowanego sprzedawcę. – Jesteś głuchy? Jako księżniczka każę ci wypuścić tego chłopca!Choć bardzo niechętnie, mężczyzna wypuszcza rękę złodzieja z uścisku. Dzieciak korzysta z okazji, chwyta kilka jabłek i bierze nogi za pas. Sprzedawca jest zszokowany tym, że złodziejowi uszło płazem, gdy inne dziecko jest łapane przez innego mężczyznę za dłoń. To Vid złapał swoją podopieczną i wściekły zabrał ją na ubocze.
– W-wujku! – zawołała wystraszona księżniczka. Mężczyzna zatrzymał się i szarpnął małą. 
– Nigdy więcej tak nie rób! – warknął na dziewczynkę. Ze strachu serce podskoczyło jej do gardła. – Kradzież jest złą rzeczą, a złodzieje powinni być karani. 
– Ale... On chciał odciąć tamtemu chłopcu dłoń... – próbowała się usprawiedliwić, ale to tylko pogłębiało gniew księcia. 
– I co z tego? Przynajmniej już nigdy nie odważyłby się nic ukraść! Odkupię skradzione jabłka, ale ty masz przeprosić sprzedawcę. 
– O nie! Nigdy nie przeproszę tego bandyty! – Dziewczynka mówi zdecydowanym tonem. Vid ściska jednak mocniej jej dłoń. – D-dobrze. Przep-proszę!
Vid, nadal zły zabrał ją z powrotem na rynek i zaprowadził do okradzionego sprzedawcy. Zapłacił mu za straty, a Viola choć bardzo niechętnie przeprosiła mężczyznę. Ten, dał jej w prezencie najpiękniejsze jabłko ze straganu. 
Mi się upiekło, a Maja dostanie najładniejszy z bursztynowych naszyjników na urodziny – pomyślała księżniczka, gdy wraz z opiekunem wracała do zamku. - Już nie może być lepiej!


_____________________________________________________
Moja drobna uwaga! Teraz już wszystko będzie dobrze. Rozdział 3 i kolejne będą o wiele lepsze od tego i poprzedniego :) 

sobota, 2 maja 2015

Rozdzial 1 - Uciekinierka


Cichy, mroczny i spokojny... Las wieczorem, gdy słońce zachodzi jest niezwykły i pełen magii. Tak, magia. Dar, którego zwykli ludzie nie posiadają. Według legend wszystko zaczęło się dwa tysiące lat temu, w krainie zwanej Ataki.
Ataki to górska kraina pełna lasów, bagien, rzek i pól... Żył tu niegdyś lud, który wielu określa jako bogów. Byli oni wszechmogący. Rozkazywali żywiołom, zwierzętom, roślinom... nawet uczuciom. Pewnego dnia do ich kraju przybyło dość duże plemię. Dochodziło do wielu konfliktów, jednak łatwo się rozwiązywały. Niestety pewnego dnia doszło do morderstwa. Zabito ukochaną jednego z bogów, dokładnie to ukochaną króla. Mag był wściekły, o jej śmierć obwiniał niemagicznych przybyszów. Doszło do krwawych walk, które o dziwo wygrali nie-magowie. Niestety ocalali bogowie odchodząc przeklęli wiele kobiet. Dzieci, które rodziły miały magiczną moc.
Dziś Ataki dzieli się na trzy państwa. Królestwo Zachodu to rozległa łąka. Wiele tu wzgórz i pagórków, kilka miast i wsi... Jest też Królestwo Wschodu pokryte lasami i bagnami. Jednak najbardziej wyjątkowe jest Królestwo Południa. Dzieci o magicznych mocach zostawały z czasem odrzucane. Utworzyły jednak państwo, w którym żyją do dziś. Odkryli wiele terenów, które są teraz częścią ich kraju.
Sonny była niegdyś służącą królowej, jej ulubienicą. Z pewnego powodu musiała jednak opuścić zamek. „Pewien powód” kilka dni temu przyszedł na świat. Teraz jest jej największą radością i najgorszym problemem.
Biegnie teraz przez las, przyciska do piersi trzymane w rękach zawiniątko. Jej brudna, poszarpana suknia powiewa za nią utrudniając bieg. Nagle słychać głosy jeźdźców, poganiających swe wierzchowce. Blondynka biegnie tak szybko, jak tylko może, jednak nie udaje jej się uciec. Troje jeźdźców otacza ją ze wszystkich stron.
–  Sonny! Witaj! –  odzywa się brunet na gniadym koniu. Ubrany jest w niezwykle drogi strój, na który nie mógłby pozwolić sobie byle kto. Sam fakt, że dosiada konia ujawnia, że jest to człowiek zamożny, a jego ubiór daje jasno do zrozumienia, że przed kobietą, na koniu siedzi książę.
Sonny ciężko dysząc patrzy ze strachem na mężczyznę. Jej fioletowe oczy są wpatrzone w twarz księcia. Nie umie wydobyć z siebie słowa. Jedyne co robi, to tuli owinięte kocami dziecko w jej rękach.
–  Jak ty sobie radziłaś przez pół roku w lesie? –  pyta mężczyzna zsiadając z konia. Powoli podchodzi do blondynki chcąc ujrzeć trzymane przez nią dziecko. Gdy kobieta dostrzega dłoń wyciągniętą by je pogłaskać szybko odwraca się plecami, tak jakby próbowała ochronić maleństwo przed jego dotykiem. Książę cofa dłoń.
Nagle niemowlę zaczyna płakać. Jego matka chce uciec, rzucić się w las i uciszyć maleństwo, jednak dwaj rycerze blokują jej drogę. Szeptem uspokaja dziecko i całuje je w czoło. Ono jednak nie przestaje płakać.
–  Sonny... –  szepcze książę kładąc dłoń na jej ramieniu. Kobieta jest już zdenerwowana.
–  Zostaw nas! –  krzyczy odpychając rękę. Wpada na konie i prawie się przewraca. –  Ja... ja nie chcę zginąć! Ona też nie może! Jest jeszcze taka mała...
–  Spokojnie. Wiem, co zrobi Ambre, gdy pozna prawdę na temat twego dziecka. Nie chcę twojej śmierci. Pamiętasz czemu?
–  Bo mnie kochasz. –  Sonny mówi to tak po prostu, bez żadnego wstydu, czy smutku. Wypowiedziała te słowa stwierdzając fakt. Rycerze są bardzo zaskoczeni. Z niepokojem patrzą na księcia i kobietę, o której dotychczas myśleli jak o zbiegu.
– Jest wyjście, ale to ty musisz podjąć decyzję – mówi kobiecie spokojnie. – Wrócisz do zamku, a dziecko zostanie w lesie...
– Nie! – krzyczy natychmiast kobieta tuląc zawiniątko. Maluch przestał płakać i spojrzał na matkę swoimi granatowymi oczkami.
– ... lub oddasz mi je, a ja odszukam dla ciebie schronienie – dokończył i spojrzał z troską na Sonny. Miał rację. To były jedyne opcje. Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad decyzją. Spojrzenie jej cudownie fioletowych oczu wędrowało to na mężczyznę, to na dziecko, to na zainteresowanych sytuacją rycerzy...
– Zajmiesz się Violą? Obiecaj! – powiedziała nieufnie. On skinął głową. Niepewnie oddała córkę w jego ręce. – Nie zostanę już w królestwie. Zostanę Severą.
Wszyscy byli zaskoczeni. Rycerze zaczęli coś szeptać między sobą, ptaki przestały śpiewać... Jakby ten komunikat był najgorszym, co mogła powiedzieć kobieta.
– Jako twój władca zabraniam ci! – grzmi głos księcia. Sonny patrzy na niego kpiąco.
– Tu już nie mam życia Vid! – śmieje się. – Królowa chce mnie zabić, ponieważ to ze mną zdradził ją mąż! To, czy zabije mnie Sybiliusz, czy ona nie robi różnicy! Masz tylko dopilnować, by Violi nic się nie stało.
– Przysięgam, że będzie bezpieczna – mówi książę Vid i wsiada na konia. – Puśćcie ją!
Rycerze uwalniają blondynkę, a ta powoli odchodzi. Rzuca ostatnie, tęskne spojrzenie na swoje dziecko trzymane przez najbardziej strojnego z jeźdźców i znika w gęstym lesie zmierzając na północ.
Książę Vid i jego dwaj towarzysze ruszają w drogę powrotną do miasta. Ze względu na przewożone niemowlę jadą najszybciej kłusem. Gdy już są na głównej drodze, a w oddali widać zamek na górskim zboczu gniada klacz księcia zatrzymuje się.
– Nic nie widzieliście, a ją porzucono na drodze – powiedział wręczając rycerzom po sakiewce złotych monet. Potem ruszyli dalej ku odległemu miastu.