Ambre była bardzo zaskoczona, gdy
dwa powozy wjechały na zamkowy dziedziniec. Spodziewała się tylko swojego
kuzyna i jego żony. Widok dwóch powozów bardzo ją zaskoczył. Pojazdy zatrzymały
się, a z pierwszego wyszedł Hrabia Bahari. Podszedł do kuzynki i mocno ją
przytulił. Królowa była lekko zniesmaczona tym gestem.
Maja i Viola przybyły w sama
porę, ponieważ właśnie w tym momencie z drugiego powozu wysiedli ich goście.
Ambre nie spodobali się nieznajomymi, który śmieli przybyć do jej zamku. Już
chciała zacząć sprzeczkę, gdy głos Mai zabrzmiał na dziedzińcu.
– Matko! Poznaj Fuoco i Fiammę
Levis – przedstawiła rodzeństwo. – Są dziećmi Camino Levis, siostry Sonny
Magiae, która służyła na tym zamku.
Gdy dostrzegły, że Ambre nadal
nie rozumie, czemu Fuoco i Fiamma przyjechali Viola dodała:
– To prywatni goście.
Kobieta nadal była niezadowolona
z przybycia nieoczekiwanych gości, jednak musiała pogodzić się z decyzją córki.
Zajęła się więc kuzynem, podczas gdy księżniczki poszyły powitać swoich gości.
Chodź oboje doskonale słyszeli
rozmowę z królową Fuoco i Fiamma wydawali się być zaskoczeni, gdy Maja i Viola
do nich podeszły. Mężczyzna od razu zrozumiał, że te dwie młode kobiety to
księżniczki więc ukłonił im się nisko. Fiamma zrobiła to samo, tylko z lekkim
opóźnieniem.
– Czujemy się zaszczyceni Pani,
twym zaproszeniem – powiedziała Fiamma.
– Cała przyjemność po mojej
stronie – odpowiedziała im Maja. – Już się bałam, że zignorujecie moje
zaproszenie. Służba zaprowadzi Was do komnat. Spotkamy się przy obiedzie.
Dwie służące podeszły do
rodzeństwa i ukłoniły im się. Poprosiły, aby iść za nimi. Fuoco i Fiamma byli
zaskoczeni takim traktowaniem, ale mimo wszystko starali się dostosować.
Posłusznie ruszyli za kobietami do przygotowanych komnat.
***
Prawie wszyscy goście, jacy już
dotarli do zamku zajęli swoje miejsca przy stole. Przyniesiono więc pierwsze
danie. Gdy tylko miski z zupą znalazły się na stole po sali poniósł się dziwny
dźwięk. Łoskot, jakby ktoś spadł ze schodów. Rzeczywiście, tak było.
Fiamma nigdy wcześniej nie nosiła
butów na obcasie. Były dla niej nowością i niezwykle trudną przeszkodą do
pokonania. Schodząc po schodach przewróciła się i leżała w tamtym momencie pod
drzwiami jadalni. Wszyscy goście podnieśli się z krzeseł chcąc dostrzec postać
próbującą wejść do sali.
Nie ma słów, które opiszą miny
zebranych, gdy zobaczyli w drzwiach piękną, młodą kobietę próbującą niezdarnie
wstać. Nikt się nie śmiał. Wszyscy byli w szoku. Nagle jednak Maja wstała,
podeszła do Fiammy i pomogła jej wstać.
– Pani – szepnęła Fiamma
kłaniając się przed księżniczką. Maja poprawiła jej włosy i zaprowadziła do
krzesła.
Fiamma podziękowała Mai. Ta
uśmiechnęła się do dziewczyny i wróciła na swoje miejsce. Matka posłała jej
spojrzenie pełne oburzenia, ona jednak to zignorowała.
– Proszę, jedzcie – powiedziała
księżniczka zwracając się do zebranych. Goście odwrócili wzrok od wystraszonej
Fiammy i zajęli się jedzeniem. Chwilę później jednak wszystkie spojrzenia znów
skierowały się na nią, gdy powiedziała:
– Mój brat nieco się spóźni.
Uznał, że powinien się przebrać.
Prawie każdy na sali był zamożny
i od dziecka dobrze wychowany. Dla nich odzywanie się bez pozwolenia, w tak
nagły sposób było oburzające. To postawiło Maję i Fiammę w trudnej sytuacji.
Księżniczka starała się jednak zachować spokój.
– Oby tylko zdążył na drugie
danie – powiedziała Maja ignorując miny pozostałych gości. Fiamma widząc jej
opanowanie uspokoiła się i zaczęła jeść.
Zbierano właśnie miski po zupie,
gdy do sali wszedł Fuoco. Wyglądał, a raczej nie wyglądał jak Fuoco. Był ubrany
w bardzo piękny, książęcy strój. Na dodatek wszedł do sali dumnym, swobodnym
krokiem i zajął miejsce przy stole. Większość gości sądziła, że brat Fiammy
zrobi równie zaskakujące wejście, jednak teraz przeżyli szok.
– Czy to na pewno Fuoco, którego
wcześniej witałyśmy? – szepnęła niepewnie Viola do Mai przyglądając się uważnie
mężczyźnie.
– A czego oczekiwałaś? Żebraka z
ulicy? – zakpiła Maja.
Uważnie się mu przyglądała przez
całą ucztę, a gdy tylko on odwracał się w jej kierunku, odwracała się. Po obiedzie nie mieli okazji
porozmawiać, tak samo po kolacji. Maja postanowiła załatwić swoją sprawę
następnego dnia, gdy tylko będzie wolna.
***
Viola od bladego rana była
poddawana różnego rodzaju zabiegom kosmetycznym i fryzjerskim. Dobre trzy godziny
zajęło służbie uczesanie dziewczyny w najróżniejsze fryzury. W końcu wybrała
niezwykle prostą. Włosy były splecione w zwyczajny kok.
Suknię ubrała tą, którą wybrała
poprzedniego dnia. Kolejnym problemem był dobór biżuterii. Proponowano jej
wszelkiego rodzaju klejnoty, a ona nie potrafiła się zdecydować. W końcu po
dobrej godzinie oglądania kolii, kolczyków i bransolet wybrała ten sam
naszyjnik, który miała na szyi gdy poznała lepiej Maję.
Gdy była gotowa obejrzała się w
lustrze. Westchnęła zdumiona, gdy tylko ujrzała swoje odbicie. Wyglądała
przepięknie! Piękniej niż kiedykolwiek! Patrzyła na siebie zafascynowana, gdy
nagle po komnacie poniósł się głos jej najlepszego przyjaciela – Piryta z
Laremn.
– Zastanawiam się, kogo dziś
koronują? Wyglądasz przepięknie!
– Piryt! – krzyknęła zaskoczona
księżniczka odwracając się do chłopaka. – Kiedy przyjechałeś?
– Dzisiaj rano – odpowiedział
podchodząc do niej. – Cieszysz się?
– I to jak! – Viola aż
promieniała z radości. – Już myślałam, że spędzę ten wieczór podpierając
ścianę! Teraz mam kogoś, z kim mogę zatańczyć.
Piryt był lekko zawstydzony tą
propozycją. Uśmiechnął się jednak do księżniczki i złapał ją za ręce.
– Nie musiałem przyjeżdżać,
jednak chciałem – wyznał. – Dla ciebie.
Viola nie umiała wydobyć z siebie
ani jednego słowa. Była zdumiona i trochę przerażona. Przez chwilę miała
wrażenie, że Piryt ją pocałuje, jednak on puścił nagle dłonie księżniczki,
odwrócił się i wyszedł z komnaty. Viola nic z tego nie rozumiała. Stała w
komnacie i wpatrywała się w drzwi. O co chodziło Pirytowi? Dlaczego to zrobił?
***
Koronacja Mai nie była niczym
wielkim. W obecności zaproszonych gości książę Vid nałożył na głowę księżniczki
koronę i na tym się skończyło. Większa uwagę zwracał bal, który miał się odbyć
po tej krótkiej ceremonii.
Sala balowa była największym
pomieszczeniem w całym zamku. Na bal ustawiono w niej kilkadziesiąt stołów z
jedzeniem dla gości ułożonych wokół wielkiego parkietu, na którym zaproszeni
mogli tańczyć do upadłego. Salę też udekorowano, wedle planu dotychczasowej
królowej.
Do Mai ustawiła się kolejka
gości, którzy chcieli wręczyć królowej prezenty oraz jej pogratulować. Viola
widząc, że nie pogada z Mają usiadła na swoim miejscu przy stole i czekała, aż
ktoś ją stamtąd zabierze. Chodziło jej o Piryta, z którym miała ochotę
zatańczyć. Kilka par, które ustawiło się na czele kolejki już tańczyło w rytm
granej muzyki, więc księżniczka zaczęła się niecierpliwić. W końcu się
doczekała.
– Czy można prosić do tańca? –
Viola odwróciła się szybko, wesoła, że czekanie już się skończyło, jednak
okazało się, że to nie Piryt. Młodzieniec, który zaproponował Violi taniec
nawet go nie przypominał. Jego faliste, brązowe włosy były długie, związane w
kitkę. Był magiem, ponieważ miał kolorowe pasemka – dwa pomarańczowe i jedno
srebrzyste. Posiadał delikatny zarost. Uśmiechał się do księżniczki serdecznie
i wpatrywał w nią granatowymi oczami. Dziewczyna niepewnie się podniosła i
poszła z nieznajomym na parkiet.
Orkiestra już wcześniej zaczęła
grać dla innych par, więc wkroczyli na parkiet w środku tańca. Grano akurat
bardzo wolną melodię, co nie za bardzo podobało się księżniczce zwłaszcza, że
miała za partnera kogoś zupełnie obcego, choć... Viola miała wrażenie, że
wcześniej go widziała. Nie potrafiła sobie przypomnieć, gdzie, jednak
przeczuwała, że już się widzieli.
Gdy tańczyli do tej okropnie
powolnej muzyki Viola zadała gościowi pytanie.
– Kim jesteś panie? Nie znam cię,
nawet nie wyglądasz na szlachcica – zauważyła. Mężczyzna zachichotał.
– Przepraszam pani, że będę aż
tak szczery, ale masz rację. Nie jestem szlachetnej krwi, nawet nie jestem
sługą – przyznał się.
– Jak zatem dostałeś się do
zamku? Czyżby ktoś zaniedbał obowiązki?
– Spokojnie księżniczko. Wszyscy
strażnicy zapewne są na swoich miejscach. Dostałem się tu podziemiami.
Zakładam, że o nich słyszałaś.
Viola była zaskoczona tym, co jej
partner mówił. Powiedział, że będzie szczery, ale to co opowiadał o podziemnych korytarzach, o sekrecie jej i
Mai bardzo ją zdziwiło. Od kiedy wie? Jak często bywał w tunelach pod zamkiem?
– Tak. Słyszałam... S-skąd o nich
wiesz?
– To długa i nudna historia –
westchnął mężczyzna. – Nie chciałbym opowiadać jej przy tak wielu ludziach. Na
osobności, oczywiście.
Viola była tak ciekawa nowego
znajomego, że zapomniała o ostrożności. Znała tego człowieka równie dobrze, co
żebraka siedzącego pod jakąś karczmą z uniesioną czapką na monety. Jednak
opuściła wraz z nim salę i ruszyła pustym korytarzem. Poprowadziła go na wielki
taras. Widać stąd było doskonale Mysią Przełęcz, jedyne przejście z Ataki do
Orleany, oraz na miasto. Gościowi bardzo podobał się widok, jednak Viola nie
pozwoliła mu się nim nacieszyć.
– Opowiadaj! – nakazała
księżniczka. Odwrócił wzrok od krajobrazu i spojrzał na towarzyszkę. W jej
oczach było wyraźnie widać zainteresowanie jego osobą.
– Co chciałabyś wiedzieć pani? –
spytał spokojnie nie odrywając oczu od jej twarzy.
– Wszystko – rzekła. – Kim
jesteś? Skąd pochodzisz? Po co przybyłeś do zamku?...
– Nie widzę powodu, aby trzymać
cię w niepewności księżniczko. Więc, że wszystko co powiem to szczera prawda. –
Viola kiwnęła głową. Mężczyzna wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać. – Moja
rodzina była bardzo biedna. Zwłaszcza po śmierci ojca. Kilka lat później zmarła
też moja matka zostawiając mnie i mą młodszą siostrę samych. Byliśmy bardzo
głodni. Próbowałem znaleźć sobie pracę, ale nikt nie chciał mnie przyjąć.
Dlatego pewnego dnia... postanowiłem ukraść dla nas jedzenie.
Viola zrobiła oburzoną minę. Już
wiele lat temu narzucono jej pewną opinię o złodziejach i od tego czasu nie
żywi do nich szczególnej sympatii. Uznała jednak, że nie będzie komentować
sprawy, więc pozwoliła mu kontynuować.
– Moja siostrzyczka była chora.
Umierała z głodu, ja zresztą też... Nie miałem wyboru. Wtedy mnie złapano i
pewna osoba ocaliła mi życie...
– Ventus! – krzyknęła półgłosem
księżniczka. Nawet nie musiał dokańczać, doskonale wiedziała z kim ma do
czynienia. Już chciała wołać straże, gdy ten zasłonił jej usta dłonią.
– Wróciłem do niej... Już nie
żyła... Było mi bardzo smutno, żałowałem, że ukradłem te owoce. Nie mogłem ich
jednak zwrócić. Od tego się zaczęło... Wierzysz pozorom pani! Wszystko co wiesz
o „największym złodzieju w królestwie” to kłamstwa! Racja, kradłem... Wszystkie
skarby oddałem jednak biednym dzieciakom. Bo byli tacy jak ja. W tej samej
sytuacji. Wy, którzy nie wiecie czym jest głód nigdy nie zrozumiecie. Patrzeć
na te delicje i te skarby... Tak. Kradzież jest złem. Ja jestem zły... Nie
przyszedłem tu jednak po skarby.
Powoli odsłonił księżniczce usta.
Nie odzywała się. Była jednocześnie przerażona i zainteresowana słowami
złodzieja. Chciała, żeby skończył.
– Chciałem podziękować – mruknął
Ventus odwracając się od księżniczki. – Ocaliłaś mi życie. Gdyby Brise nie była
chora, może ocaliłabyś i ją. Mam u ciebie dług, którego być może nigdy nie
spłacę. Jedyne co mogę...
Nie zdołał jednak skończyć
zdania. Wyczuł nagłą zmianę w powietrzu i doskonale wiedział, co ona oznacza. W
ostatniej chwili powalił Violę na ziemię, gdy strzała przeleciała obok i
rozbiła szybę w oknie zamku.
– Ktoś atakuje zamek! – krzyknęła
przerażona Viola. Ventus pomógł jej wstać.
– Nie „ktoś” tylko nie-magowie.
Chcą zabić królową.
– Maja!
Viola pędem ruszyła z powrotem ku
sali balowej. Z hukiem otworzyła drzwi i krzyknęła:
– Atakują nas!
Nikt nie pytał, nikt się nie
śmiał... Fakt, że księżniczka powiedziała coś takiego wzbudził od razu ogólną
panikę. Książę Vid podbiegł do dziewczyny.
– Atakują? Kto? Dziecko! Co ty
pleciesz?
– Nie-magowie! Musimy chronić
Maję!
Vid zrobił poważną minę i skinął
głową. Ignorując panikujący tłum ruszył ku Mai i jej matce, nie do końca
rozumiejących sytuację. Viola potruchtała za nim.
– Ambre, Maju musicie gdzieś się
ukryć. Wezmę ze sobą hrabiów i najlepszych wojowników. Spróbujemy odeprzeć
atak.
– Za kogo ty mnie uważasz? – prychnęła
królowa. – Mój dom jest atakowany, a ja mam uciekać jak jakiś tchórz? Będę
walczyć wraz z wami!
Vid wiedział, że jak jego bratowa
się uprze nie ma już ratunku. Musiał pozwolić jej na to.
– A ja? Ja też chcę walczyć! –
oburzyła się Maja.
– Królowo, oni tu przyszli po
ciebie. Nie możesz wpaść w ich ręce! Ambre, zbierz hrabiów, zaraz do was
dołączę!
Była królowa skinęła głową i
odeszła. Vid wiedział niestety o nie-magach coś, co niegdyś sprawiło, że nawet
bogowie nie byli w stanie ich pokonać.
– Wiem po co wezwałaś tu Fuoco i
Fiammę – szepnął bratanicy do ucha. – Sonny była w ciąży, dlatego odeszła.
Viola to jej córka.
Maja była bardzo zaskoczona
słowami stryja. Nie był to jednak koniec.
– Jest jeszcze coś, co musisz
wiedzieć. To twoja siostra. Masz ją chronić.
Nie mówił już nic więcej, nawet
jej nie pożegnał. Wcisnął jej w rękę pognieciony kawałek papieru i odszedł.
Maja została sama z czyhającą niedaleko przyjaciółką, siostrą. Nie potrafiła
zrozumieć, dlaczego cały czas to ukrywano... Wtedy z korytarza zaczęły dobiegać
odgłosy walki. Lekko zagłuszone przez hałasy w sali. Maja szybko podeszła do
Violi i złapała ją za rękę.
– Musimy iść do podziemi –
powiedziała poważnym głosem.
– Jak? Musiałybyśmy wyjść na
korytarz... – przypomniała Viola. Nagle ktoś odchrząknął.
– Chętnie pomogę – powiedział
Ventus podchodząc do dziewcząt. – Znam każdy kąt ukrytych przejść w tym zamku.
Maja była lekko zdziwiona taką
propozycją, jednak jedyne co mogła to zaufać nieznajomemu. Wraz z Violą ruszyły
więc za magiem. Zauważyli to Fuoco i Fiamma. Byli prawie pewni, że pójść za
nimi to jedyna droga ucieczki. Tak więc zrobili.
Nagle w sali wybuchł jeszcze
większy zamęt. Wrogowie już tu są! Nie-magowie zaczęli przemykać się między
ludźmi. Jednych zabijano, inni zabijali. Jednak jedna z nich nie interesowała
się walką z gośćmi. Szybko wypatrzyła królową ukradkiem wymykającą się z sali
drzwiami dla służby i rzuciła się w pogoń za Mają. Magowie ją ignorowali, każdy
walczył w obronie własnej. Tylko jedna osoba zwróciła uwagę na tę kobietę.
Piryt ruszył za wrogą damą.
Tymczasem Ventus przeprowadzał
Maję i Violę, a także Fuoco i Fiammę przez kuchnię i pomieszczenia dla służby
do tajemniczego przejścia, które może pomóc im uciec z zamku. Szli szybkim
krokiem ignorując zaskoczonych służących. Ventus otworzył wreszcie drzwi do
komnaty jakichś pokojówek i wpuścił do środka całe towarzystwo. Wtedy wykonał
sztuczkę podobną do tej, jaką stosowała Maja, aby otworzyć przejście do
podziemi tylko, że tym razem w ścianie ukazały się drzwi. Wpuścił wszystkich na
schody znajdujące się za drzwiami i już zamykał je za sobą, gdy do komnaty
wbiegła kobieta, która ich śledziła. Rzuciła się w kierunku drzwi, ale gdy do
nich dotarła zamknęły się i zniknęły.
– Nie! – krzyknęła uderzając
pięścią w ścianę. Nagle dostała w głowę kamieniem. Szybko się odwróciła i
dostrzegła w drzwiach Piryta. Warknęła wściekle i rzuciła się w jego kierunku.
Chłopak próbował się bronić jednocześnie atakując kobietę. Wtedy wyciągnęła
sztylet i rzuciła nim trafiając go prosto w serce. Gdy upadł na podłogę
podeszła do niego i wyciągnęła swoją własność z jego ciała.
– Przepraszam, nie udało mi się
Ishi... – szepnęła i wybiegła z komnaty wracając do reszty swoich ludzi.
***
– Jesteś pewien, że wiesz gdzie
idziesz? – chciała upewnić się Viola, próbując dotrzymać Ventusowi kroku.
– Tak – zapewnił ją. – Wyjdziemy
niedaleko osady złodziei, tam będziecie bezpieczne.
– Muszę iść do biblioteki –
powiedziała nagle Maja. Wszyscy zatrzymali się i spojrzeli na nią zdziwieni. –
To bardzo ważne.
– Co chcesz zrobić? – spytał ją
Ventus. – Zniszczyć zamek dźwignią burzącą?
Maja była zaskoczona wiedzą
nieznajomego, jednak o nic nie pytała, tylko skinęła głową.
– Jeśli zasypiemy gruzami wejście
do Mysiej Przełęczy Orleana będzie bezpieczna – wyjaśniła swój plan
księżniczka.
– Nie możemy! A co z Videm i
twoją mamą? Co gośćmi?... Co z Pirytem?
– Rozumiem cię, ale to jedyne
wyjście. Życie ich za życie tysięcy mieszkańców zza gór.
Viola zaczęła płakać. Zrobiła się
nagle słaba i bezradna...
– Idź. Znasz drogę. Spotkamy się
w wiosce, dotrzesz tam idąc tym korytarzem – polecił królowej Ventus.
– Zajmij się nimi, kimkolwiek
jesteś – nakazała Maja odwracając się i ruszając bocznym korytarzem w kierunku
biblioteki. Reszta grupy znów szła za złodziejem ku wspomnianej przez niego
wiosce. Po chwili Viola zatrzymała się i ruszyła śladem przyjaciółki, ignorując
wołania reszty.
Gdy tylko Maja dotarła do
Sekretnej Biblioteki odszukała dźwignię. Stanęła przed nią i przyjrzała się jej
uważnie. Wystarczy za nią pociągnąć, aby wszyscy ludzie w zamku, magowie i
nie-magowie zginęli, ale też aby ocalić wielu mieszkańców Orleany. Powoli
zacisnęła pięści na rączce i pociągnęła dźwignię.
Zamek zaczął się trząść, dało się
to wyczuć nawet w podziemiach. Powoli zsuwał się zboczem i zasypał Mysią
Przełęcz. Lecz to zaledwie początek przygody.