sobota, 2 maja 2015

Rozdzial 1 - Uciekinierka


Cichy, mroczny i spokojny... Las wieczorem, gdy słońce zachodzi jest niezwykły i pełen magii. Tak, magia. Dar, którego zwykli ludzie nie posiadają. Według legend wszystko zaczęło się dwa tysiące lat temu, w krainie zwanej Ataki.
Ataki to górska kraina pełna lasów, bagien, rzek i pól... Żył tu niegdyś lud, który wielu określa jako bogów. Byli oni wszechmogący. Rozkazywali żywiołom, zwierzętom, roślinom... nawet uczuciom. Pewnego dnia do ich kraju przybyło dość duże plemię. Dochodziło do wielu konfliktów, jednak łatwo się rozwiązywały. Niestety pewnego dnia doszło do morderstwa. Zabito ukochaną jednego z bogów, dokładnie to ukochaną króla. Mag był wściekły, o jej śmierć obwiniał niemagicznych przybyszów. Doszło do krwawych walk, które o dziwo wygrali nie-magowie. Niestety ocalali bogowie odchodząc przeklęli wiele kobiet. Dzieci, które rodziły miały magiczną moc.
Dziś Ataki dzieli się na trzy państwa. Królestwo Zachodu to rozległa łąka. Wiele tu wzgórz i pagórków, kilka miast i wsi... Jest też Królestwo Wschodu pokryte lasami i bagnami. Jednak najbardziej wyjątkowe jest Królestwo Południa. Dzieci o magicznych mocach zostawały z czasem odrzucane. Utworzyły jednak państwo, w którym żyją do dziś. Odkryli wiele terenów, które są teraz częścią ich kraju.
Sonny była niegdyś służącą królowej, jej ulubienicą. Z pewnego powodu musiała jednak opuścić zamek. „Pewien powód” kilka dni temu przyszedł na świat. Teraz jest jej największą radością i najgorszym problemem.
Biegnie teraz przez las, przyciska do piersi trzymane w rękach zawiniątko. Jej brudna, poszarpana suknia powiewa za nią utrudniając bieg. Nagle słychać głosy jeźdźców, poganiających swe wierzchowce. Blondynka biegnie tak szybko, jak tylko może, jednak nie udaje jej się uciec. Troje jeźdźców otacza ją ze wszystkich stron.
–  Sonny! Witaj! –  odzywa się brunet na gniadym koniu. Ubrany jest w niezwykle drogi strój, na który nie mógłby pozwolić sobie byle kto. Sam fakt, że dosiada konia ujawnia, że jest to człowiek zamożny, a jego ubiór daje jasno do zrozumienia, że przed kobietą, na koniu siedzi książę.
Sonny ciężko dysząc patrzy ze strachem na mężczyznę. Jej fioletowe oczy są wpatrzone w twarz księcia. Nie umie wydobyć z siebie słowa. Jedyne co robi, to tuli owinięte kocami dziecko w jej rękach.
–  Jak ty sobie radziłaś przez pół roku w lesie? –  pyta mężczyzna zsiadając z konia. Powoli podchodzi do blondynki chcąc ujrzeć trzymane przez nią dziecko. Gdy kobieta dostrzega dłoń wyciągniętą by je pogłaskać szybko odwraca się plecami, tak jakby próbowała ochronić maleństwo przed jego dotykiem. Książę cofa dłoń.
Nagle niemowlę zaczyna płakać. Jego matka chce uciec, rzucić się w las i uciszyć maleństwo, jednak dwaj rycerze blokują jej drogę. Szeptem uspokaja dziecko i całuje je w czoło. Ono jednak nie przestaje płakać.
–  Sonny... –  szepcze książę kładąc dłoń na jej ramieniu. Kobieta jest już zdenerwowana.
–  Zostaw nas! –  krzyczy odpychając rękę. Wpada na konie i prawie się przewraca. –  Ja... ja nie chcę zginąć! Ona też nie może! Jest jeszcze taka mała...
–  Spokojnie. Wiem, co zrobi Ambre, gdy pozna prawdę na temat twego dziecka. Nie chcę twojej śmierci. Pamiętasz czemu?
–  Bo mnie kochasz. –  Sonny mówi to tak po prostu, bez żadnego wstydu, czy smutku. Wypowiedziała te słowa stwierdzając fakt. Rycerze są bardzo zaskoczeni. Z niepokojem patrzą na księcia i kobietę, o której dotychczas myśleli jak o zbiegu.
– Jest wyjście, ale to ty musisz podjąć decyzję – mówi kobiecie spokojnie. – Wrócisz do zamku, a dziecko zostanie w lesie...
– Nie! – krzyczy natychmiast kobieta tuląc zawiniątko. Maluch przestał płakać i spojrzał na matkę swoimi granatowymi oczkami.
– ... lub oddasz mi je, a ja odszukam dla ciebie schronienie – dokończył i spojrzał z troską na Sonny. Miał rację. To były jedyne opcje. Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad decyzją. Spojrzenie jej cudownie fioletowych oczu wędrowało to na mężczyznę, to na dziecko, to na zainteresowanych sytuacją rycerzy...
– Zajmiesz się Violą? Obiecaj! – powiedziała nieufnie. On skinął głową. Niepewnie oddała córkę w jego ręce. – Nie zostanę już w królestwie. Zostanę Severą.
Wszyscy byli zaskoczeni. Rycerze zaczęli coś szeptać między sobą, ptaki przestały śpiewać... Jakby ten komunikat był najgorszym, co mogła powiedzieć kobieta.
– Jako twój władca zabraniam ci! – grzmi głos księcia. Sonny patrzy na niego kpiąco.
– Tu już nie mam życia Vid! – śmieje się. – Królowa chce mnie zabić, ponieważ to ze mną zdradził ją mąż! To, czy zabije mnie Sybiliusz, czy ona nie robi różnicy! Masz tylko dopilnować, by Violi nic się nie stało.
– Przysięgam, że będzie bezpieczna – mówi książę Vid i wsiada na konia. – Puśćcie ją!
Rycerze uwalniają blondynkę, a ta powoli odchodzi. Rzuca ostatnie, tęskne spojrzenie na swoje dziecko trzymane przez najbardziej strojnego z jeźdźców i znika w gęstym lesie zmierzając na północ.
Książę Vid i jego dwaj towarzysze ruszają w drogę powrotną do miasta. Ze względu na przewożone niemowlę jadą najszybciej kłusem. Gdy już są na głównej drodze, a w oddali widać zamek na górskim zboczu gniada klacz księcia zatrzymuje się.
– Nic nie widzieliście, a ją porzucono na drodze – powiedział wręczając rycerzom po sakiewce złotych monet. Potem ruszyli dalej ku odległemu miastu.

4 komentarze:

  1. Cóż… Nie będę dzielić komentarza na to co mi się podoba, a co nie, dobrze? Dziękuję.
    Masz ciekawy styl pisania. Czyta się lekko i dość przyjemnie, więc czekam na kolejne rozdziały, bo ogólnie nawet ciekawie się to zapowiada. Całkiem inaczej mi czytać opowiadanie niż komiks. Jednakże zastanawiam się co się stało z Amorem? Koniem, który na samym początku pojawiał się w komiksie. Mniejsza o to. Wprowadzenie do historii – na pewno nie. Ciekawa treść – a i owszem. Według mnie powinnaś zrobić prolog, żeby czytelnicy wiedzieli na czym stoją, bo zaczęte jest to troszku od dupy strony i nie za bardzo wiadomo o co chodzi. Z treści wynika tylko, że Sonny zostanie Severą, przespała się z królem, chociaż kocha księcia, urodziła dziecko, a Vid to książę. I nic poza tym. Ach, no i jeszcze, że Viola będzie wychowywana nie przez swoją matkę, a Vida czy kogo tam jeszcze. Pierwsze co mnie zraziło to był wyraz „słońce”. W zdaniu „Las wieczorem, gdy słońce zachodzi jest niezwykły i pełen magii” chodzi o gwiazdę jaką jest Słońce. W takim razie nazwa własna. Obowiązkowo z dużej litery. Przepraszam, że mówię o takim drobnym błędzie, ale bardzo mnie on zraził. Jestem po prostu typową polonistką i nie potrafię nie zwracać uwagi na błędy. Dalej – nie rozumiem tego nagłego przejścia z czasu przeszłego na teraźniejszy. Ani to wygodniejsze, ani ciekawsze. No więc po co? Opowiadania pisane w czasie teraźniejszym o wiele gorzej się czyta, uwierz mi. A przynajmniej jak dla mnie – no i Się, bo ona także zwracała na to uwagę. Ja tam preferuję czas przeszły. Wygodniej i prościej~
    Albo to zdanie „Rycerze zaczęli coś szeptać między sobą, ptaki przestały śpiewać…”. Strasznie mnie ono denerwuje. Rozumiem, że świat magii, dramatyczna pauza, ogólnie jakieś złe wydarzenie, ale przepraszam bardzo. Wątpię by ptaki nagle przestały śpiewać, bo jakaś babka w podartej sukni powiedziała, że zostanie Severą – cokolwiek to jest.
    Bardzo mnie drażni to zdanie.
    To tyle na temat tekstu. A teraz coś na temat bloga:
    Mam ochotę cię zamordować. Perfidnie zgapiłaś wygląd mojego bloga. Tak. Uratowanej. JAK MOGŁAŚ? JAK MOGŁAŚ, SIĘ PYTAM?! Myślałam, że się przyjaźnimy. Wątpię by przyjaciółka tak po prostu zgapiła od swojej przyjaciółki wygląd! Nawet nie postarałaś się by nie wyglądał na zgapiony! Zrobiłaś nagłówek DOKŁADNIE W TYM SAMYM STYLU CO JA. Pomińmy to, że nie potrafisz robić takich nagłówków. ALE JESZCZE RAZ PYTAM SIĘ: JAK MOGŁAŚ TO ZROBIĆ!? Wstydu nie masz!? Nie potrafisz być oryginalna i wymyślić jakiegoś własnego sposobu na nagłówek?
    A tak btw. To zrąbały ci się kody css w stronach~
    Skończyłam.
    Dziękuję, dobranoc~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dupa jednak mi wyszła z tego poprawiania. Jak Ciebie czytam, to widzę jak beznadziejnie to zrobiłam. Ciesz się, że nie czytałaś tego przed korektą ;_;

      Jak teraz mi zwróciłaś uwagę, to rzeczywiście widzę, co zrobiłam. Myśli, myśli... Co ja zrobiłam???!!! Naprawdę mało różnic!!!

      Nie gadaj, że taki sam, bo primo do pięt Ci nie dorasta. Ja to dupnie zrobiłam, w swój dupny sposób. Styl nie od Ciebie zgapiony, bo tysiące blogów o podobnych nagłówkach, a ją uważam, że to ładny i ciekawy sposób. Nie? To idę zaraz przejrzeć nqgłówki i poszukać inspiracji.

      Muszę ogarnąć te strony...

      Usuń
    2. Huh, szkoda tylko, że ten styl nagłówka zastosowałam jako pierwsza i to z własnego pomysłu. Nie twierdzę, że inne blogi takich nie mają, ale wątpię być tę "inspirację" zaczerpnęła z innych blogów.

      Bardzo mi przykro. Jestem bardzo przewrażliwiona na punkcie tego co sama tworzę.

      Usuń
    3. Przez przypadek zamiast "byś tę" napisałam "być tę"~

      Usuń