środa, 27 maja 2015

Rozdzial 7 - Koronacja



Ambre była bardzo zaskoczona, gdy dwa powozy wjechały na zamkowy dziedziniec. Spodziewała się tylko swojego kuzyna i jego żony. Widok dwóch powozów bardzo ją zaskoczył. Pojazdy zatrzymały się, a z pierwszego wyszedł Hrabia Bahari. Podszedł do kuzynki i mocno ją przytulił. Królowa była lekko zniesmaczona tym gestem.
Maja i Viola przybyły w sama porę, ponieważ właśnie w tym momencie z drugiego powozu wysiedli ich goście. Ambre nie spodobali się nieznajomymi, który śmieli przybyć do jej zamku. Już chciała zacząć sprzeczkę, gdy głos Mai zabrzmiał na dziedzińcu.
– Matko! Poznaj Fuoco i Fiammę Levis – przedstawiła rodzeństwo. – Są dziećmi Camino Levis, siostry Sonny Magiae, która służyła na tym zamku.
Gdy dostrzegły, że Ambre nadal nie rozumie, czemu Fuoco i Fiamma przyjechali Viola dodała:
– To prywatni goście.
Kobieta nadal była niezadowolona z przybycia nieoczekiwanych gości, jednak musiała pogodzić się z decyzją córki. Zajęła się więc kuzynem, podczas gdy księżniczki poszyły powitać swoich gości.
Chodź oboje doskonale słyszeli rozmowę z królową Fuoco i Fiamma wydawali się być zaskoczeni, gdy Maja i Viola do nich podeszły. Mężczyzna od razu zrozumiał, że te dwie młode kobiety to księżniczki więc ukłonił im się nisko. Fiamma zrobiła to samo, tylko z lekkim opóźnieniem.
– Czujemy się zaszczyceni Pani, twym zaproszeniem – powiedziała Fiamma.
– Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedziała im Maja. – Już się bałam, że zignorujecie moje zaproszenie. Służba zaprowadzi Was do komnat. Spotkamy się przy obiedzie.
Dwie służące podeszły do rodzeństwa i ukłoniły im się. Poprosiły, aby iść za nimi. Fuoco i Fiamma byli zaskoczeni takim traktowaniem, ale mimo wszystko starali się dostosować. Posłusznie ruszyli za kobietami do przygotowanych komnat.
***
Prawie wszyscy goście, jacy już dotarli do zamku zajęli swoje miejsca przy stole. Przyniesiono więc pierwsze danie. Gdy tylko miski z zupą znalazły się na stole po sali poniósł się dziwny dźwięk. Łoskot, jakby ktoś spadł ze schodów. Rzeczywiście, tak było.
Fiamma nigdy wcześniej nie nosiła butów na obcasie. Były dla niej nowością i niezwykle trudną przeszkodą do pokonania. Schodząc po schodach przewróciła się i leżała w tamtym momencie pod drzwiami jadalni. Wszyscy goście podnieśli się z krzeseł chcąc dostrzec postać próbującą wejść do sali.
Nie ma słów, które opiszą miny zebranych, gdy zobaczyli w drzwiach piękną, młodą kobietę próbującą niezdarnie wstać. Nikt się nie śmiał. Wszyscy byli w szoku. Nagle jednak Maja wstała, podeszła do Fiammy i pomogła jej wstać.
– Pani – szepnęła Fiamma kłaniając się przed księżniczką. Maja poprawiła jej włosy i zaprowadziła do krzesła.
Fiamma podziękowała Mai. Ta uśmiechnęła się do dziewczyny i wróciła na swoje miejsce. Matka posłała jej spojrzenie pełne oburzenia, ona jednak to zignorowała.
– Proszę, jedzcie – powiedziała księżniczka zwracając się do zebranych. Goście odwrócili wzrok od wystraszonej Fiammy i zajęli się jedzeniem. Chwilę później jednak wszystkie spojrzenia znów skierowały się na nią, gdy powiedziała:
– Mój brat nieco się spóźni. Uznał, że powinien się przebrać.
Prawie każdy na sali był zamożny i od dziecka dobrze wychowany. Dla nich odzywanie się bez pozwolenia, w tak nagły sposób było oburzające. To postawiło Maję i Fiammę w trudnej sytuacji. Księżniczka starała się jednak zachować spokój.
– Oby tylko zdążył na drugie danie – powiedziała Maja ignorując miny pozostałych gości. Fiamma widząc jej opanowanie uspokoiła się i zaczęła jeść.
Zbierano właśnie miski po zupie, gdy do sali wszedł Fuoco. Wyglądał, a raczej nie wyglądał jak Fuoco. Był ubrany w bardzo piękny, książęcy strój. Na dodatek wszedł do sali dumnym, swobodnym krokiem i zajął miejsce przy stole. Większość gości sądziła, że brat Fiammy zrobi równie zaskakujące wejście, jednak teraz przeżyli szok.
– Czy to na pewno Fuoco, którego wcześniej witałyśmy? – szepnęła niepewnie Viola do Mai przyglądając się uważnie mężczyźnie.
– A czego oczekiwałaś? Żebraka z ulicy? – zakpiła Maja.
Uważnie się mu przyglądała przez całą ucztę, a gdy tylko on odwracał się w jej kierunku, odwracała  się. Po obiedzie nie mieli okazji porozmawiać, tak samo po kolacji. Maja postanowiła załatwić swoją sprawę następnego dnia, gdy tylko będzie wolna.
***
Viola od bladego rana była poddawana różnego rodzaju zabiegom kosmetycznym i fryzjerskim. Dobre trzy godziny zajęło służbie uczesanie dziewczyny w najróżniejsze fryzury. W końcu wybrała niezwykle prostą. Włosy były splecione w zwyczajny kok.
Suknię ubrała tą, którą wybrała poprzedniego dnia. Kolejnym problemem był dobór biżuterii. Proponowano jej wszelkiego rodzaju klejnoty, a ona nie potrafiła się zdecydować. W końcu po dobrej godzinie oglądania kolii, kolczyków i bransolet wybrała ten sam naszyjnik, który miała na szyi gdy poznała lepiej Maję.
Gdy była gotowa obejrzała się w lustrze. Westchnęła zdumiona, gdy tylko ujrzała swoje odbicie. Wyglądała przepięknie! Piękniej niż kiedykolwiek! Patrzyła na siebie zafascynowana, gdy nagle po komnacie poniósł się głos jej najlepszego przyjaciela – Piryta z Laremn.
– Zastanawiam się, kogo dziś koronują? Wyglądasz przepięknie!
– Piryt! – krzyknęła zaskoczona księżniczka odwracając się do chłopaka. – Kiedy przyjechałeś?
– Dzisiaj rano – odpowiedział podchodząc do niej. – Cieszysz się?
– I to jak! – Viola aż promieniała z radości. – Już myślałam, że spędzę ten wieczór podpierając ścianę! Teraz mam kogoś, z kim mogę zatańczyć.
Piryt był lekko zawstydzony tą propozycją. Uśmiechnął się jednak do księżniczki i złapał ją za ręce.
– Nie musiałem przyjeżdżać, jednak chciałem – wyznał. – Dla ciebie.
Viola nie umiała wydobyć z siebie ani jednego słowa. Była zdumiona i trochę przerażona. Przez chwilę miała wrażenie, że Piryt ją pocałuje, jednak on puścił nagle dłonie księżniczki, odwrócił się i wyszedł z komnaty. Viola nic z tego nie rozumiała. Stała w komnacie i wpatrywała się w drzwi. O co chodziło Pirytowi? Dlaczego to zrobił?
***
Koronacja Mai nie była niczym wielkim. W obecności zaproszonych gości książę Vid nałożył na głowę księżniczki koronę i na tym się skończyło. Większa uwagę zwracał bal, który miał się odbyć po tej krótkiej ceremonii.
Sala balowa była największym pomieszczeniem w całym zamku. Na bal ustawiono w niej kilkadziesiąt stołów z jedzeniem dla gości ułożonych wokół wielkiego parkietu, na którym zaproszeni mogli tańczyć do upadłego. Salę też udekorowano, wedle planu dotychczasowej królowej.
Do Mai ustawiła się kolejka gości, którzy chcieli wręczyć królowej prezenty oraz jej pogratulować. Viola widząc, że nie pogada z Mają usiadła na swoim miejscu przy stole i czekała, aż ktoś ją stamtąd zabierze. Chodziło jej o Piryta, z którym miała ochotę zatańczyć. Kilka par, które ustawiło się na czele kolejki już tańczyło w rytm granej muzyki, więc księżniczka zaczęła się niecierpliwić. W końcu się doczekała.
– Czy można prosić do tańca? – Viola odwróciła się szybko, wesoła, że czekanie już się skończyło, jednak okazało się, że to nie Piryt. Młodzieniec, który zaproponował Violi taniec nawet go nie przypominał. Jego faliste, brązowe włosy były długie, związane w kitkę. Był magiem, ponieważ miał kolorowe pasemka – dwa pomarańczowe i jedno srebrzyste. Posiadał delikatny zarost. Uśmiechał się do księżniczki serdecznie i wpatrywał w nią granatowymi oczami. Dziewczyna niepewnie się podniosła i poszła z nieznajomym na parkiet.
Orkiestra już wcześniej zaczęła grać dla innych par, więc wkroczyli na parkiet w środku tańca. Grano akurat bardzo wolną melodię, co nie za bardzo podobało się księżniczce zwłaszcza, że miała za partnera kogoś zupełnie obcego, choć... Viola miała wrażenie, że wcześniej go widziała. Nie potrafiła sobie przypomnieć, gdzie, jednak przeczuwała, że już się widzieli.
Gdy tańczyli do tej okropnie powolnej muzyki Viola zadała gościowi pytanie.
– Kim jesteś panie? Nie znam cię, nawet nie wyglądasz na szlachcica – zauważyła. Mężczyzna zachichotał.
– Przepraszam pani, że będę aż tak szczery, ale masz rację. Nie jestem szlachetnej krwi, nawet nie jestem sługą – przyznał się.
– Jak zatem dostałeś się do zamku? Czyżby ktoś zaniedbał obowiązki?
– Spokojnie księżniczko. Wszyscy strażnicy zapewne są na swoich miejscach. Dostałem się tu podziemiami. Zakładam, że o nich słyszałaś.
Viola była zaskoczona tym, co jej partner mówił. Powiedział, że będzie szczery, ale to co opowiadał  o podziemnych korytarzach, o sekrecie jej i Mai bardzo ją zdziwiło. Od kiedy wie? Jak często bywał w tunelach pod zamkiem?
– Tak. Słyszałam... S-skąd o nich wiesz?
– To długa i nudna historia – westchnął mężczyzna. – Nie chciałbym opowiadać jej przy tak wielu ludziach. Na osobności, oczywiście.
Viola była tak ciekawa nowego znajomego, że zapomniała o ostrożności. Znała tego człowieka równie dobrze, co żebraka siedzącego pod jakąś karczmą z uniesioną czapką na monety. Jednak opuściła wraz z nim salę i ruszyła pustym korytarzem. Poprowadziła go na wielki taras. Widać stąd było doskonale Mysią Przełęcz, jedyne przejście z Ataki do Orleany, oraz na miasto. Gościowi bardzo podobał się widok, jednak Viola nie pozwoliła mu się nim nacieszyć.
– Opowiadaj! – nakazała księżniczka. Odwrócił wzrok od krajobrazu i spojrzał na towarzyszkę. W jej oczach było wyraźnie widać zainteresowanie jego osobą.
– Co chciałabyś wiedzieć pani? – spytał spokojnie nie odrywając oczu od jej twarzy.
– Wszystko – rzekła. – Kim jesteś? Skąd pochodzisz? Po co przybyłeś do zamku?...
– Nie widzę powodu, aby trzymać cię w niepewności księżniczko. Więc, że wszystko co powiem to szczera prawda. – Viola kiwnęła głową. Mężczyzna wziął głęboki wdech i zaczął opowiadać. – Moja rodzina była bardzo biedna. Zwłaszcza po śmierci ojca. Kilka lat później zmarła też moja matka zostawiając mnie i mą młodszą siostrę samych. Byliśmy bardzo głodni. Próbowałem znaleźć sobie pracę, ale nikt nie chciał mnie przyjąć. Dlatego pewnego dnia... postanowiłem ukraść dla nas jedzenie.
Viola zrobiła oburzoną minę. Już wiele lat temu narzucono jej pewną opinię o złodziejach i od tego czasu nie żywi do nich szczególnej sympatii. Uznała jednak, że nie będzie komentować sprawy, więc pozwoliła mu kontynuować.
– Moja siostrzyczka była chora. Umierała z głodu, ja zresztą też... Nie miałem wyboru. Wtedy mnie złapano i pewna osoba ocaliła mi życie...
– Ventus! – krzyknęła półgłosem księżniczka. Nawet nie musiał dokańczać, doskonale wiedziała z kim ma do czynienia. Już chciała wołać straże, gdy ten zasłonił jej usta dłonią.
– Wróciłem do niej... Już nie żyła... Było mi bardzo smutno, żałowałem, że ukradłem te owoce. Nie mogłem ich jednak zwrócić. Od tego się zaczęło... Wierzysz pozorom pani! Wszystko co wiesz o „największym złodzieju w królestwie” to kłamstwa! Racja, kradłem... Wszystkie skarby oddałem jednak biednym dzieciakom. Bo byli tacy jak ja. W tej samej sytuacji. Wy, którzy nie wiecie czym jest głód nigdy nie zrozumiecie. Patrzeć na te delicje i te skarby... Tak. Kradzież jest złem. Ja jestem zły... Nie przyszedłem tu jednak po skarby.
Powoli odsłonił księżniczce usta. Nie odzywała się. Była jednocześnie przerażona i zainteresowana słowami złodzieja. Chciała, żeby skończył.
– Chciałem podziękować – mruknął Ventus odwracając się od księżniczki. – Ocaliłaś mi życie. Gdyby Brise nie była chora, może ocaliłabyś i ją. Mam u ciebie dług, którego być może nigdy nie spłacę. Jedyne co mogę...
Nie zdołał jednak skończyć zdania. Wyczuł nagłą zmianę w powietrzu i doskonale wiedział, co ona oznacza. W ostatniej chwili powalił Violę na ziemię, gdy strzała przeleciała obok i rozbiła szybę w oknie zamku.
– Ktoś atakuje zamek! – krzyknęła przerażona Viola. Ventus pomógł jej wstać.
– Nie „ktoś” tylko nie-magowie. Chcą zabić królową.
– Maja!
Viola pędem ruszyła z powrotem ku sali balowej. Z hukiem otworzyła drzwi i krzyknęła:
– Atakują nas!
Nikt nie pytał, nikt się nie śmiał... Fakt, że księżniczka powiedziała coś takiego wzbudził od razu ogólną panikę. Książę Vid podbiegł do dziewczyny.
– Atakują? Kto? Dziecko! Co ty pleciesz?
– Nie-magowie! Musimy chronić Maję!
Vid zrobił poważną minę i skinął głową. Ignorując panikujący tłum ruszył ku Mai i jej matce, nie do końca rozumiejących sytuację. Viola potruchtała za nim.
– Ambre, Maju musicie gdzieś się ukryć. Wezmę ze sobą hrabiów i najlepszych wojowników. Spróbujemy odeprzeć atak.
– Za kogo ty mnie uważasz? – prychnęła królowa. – Mój dom jest atakowany, a ja mam uciekać jak jakiś tchórz? Będę walczyć wraz z wami!
Vid wiedział, że jak jego bratowa się uprze nie ma już ratunku. Musiał pozwolić jej na to.
– A ja? Ja też chcę walczyć! – oburzyła się Maja.
– Królowo, oni tu przyszli po ciebie. Nie możesz wpaść w ich ręce! Ambre, zbierz hrabiów, zaraz do was dołączę!
Była królowa skinęła głową i odeszła. Vid wiedział niestety o nie-magach coś, co niegdyś sprawiło, że nawet bogowie nie byli w stanie ich pokonać.
– Wiem po co wezwałaś tu Fuoco i Fiammę – szepnął bratanicy do ucha. – Sonny była w ciąży, dlatego odeszła. Viola to jej córka.
Maja była bardzo zaskoczona słowami stryja. Nie był to jednak koniec.
– Jest jeszcze coś, co musisz wiedzieć. To twoja siostra. Masz ją chronić.
Nie mówił już nic więcej, nawet jej nie pożegnał. Wcisnął jej w rękę pognieciony kawałek papieru i odszedł. Maja została sama z czyhającą niedaleko przyjaciółką, siostrą. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego cały czas to ukrywano... Wtedy z korytarza zaczęły dobiegać odgłosy walki. Lekko zagłuszone przez hałasy w sali. Maja szybko podeszła do Violi i złapała ją za rękę.
– Musimy iść do podziemi – powiedziała poważnym głosem.
– Jak? Musiałybyśmy wyjść na korytarz... – przypomniała Viola. Nagle ktoś odchrząknął.
– Chętnie pomogę – powiedział Ventus podchodząc do dziewcząt. – Znam każdy kąt ukrytych przejść w tym zamku.
Maja była lekko zdziwiona taką propozycją, jednak jedyne co mogła to zaufać nieznajomemu. Wraz z Violą ruszyły więc za magiem. Zauważyli to Fuoco i Fiamma. Byli prawie pewni, że pójść za nimi to jedyna droga ucieczki. Tak więc zrobili.
Nagle w sali wybuchł jeszcze większy zamęt. Wrogowie już tu są! Nie-magowie zaczęli przemykać się między ludźmi. Jednych zabijano, inni zabijali. Jednak jedna z nich nie interesowała się walką z gośćmi. Szybko wypatrzyła królową ukradkiem wymykającą się z sali drzwiami dla służby i rzuciła się w pogoń za Mają. Magowie ją ignorowali, każdy walczył w obronie własnej. Tylko jedna osoba zwróciła uwagę na tę kobietę. Piryt ruszył za wrogą damą.
Tymczasem Ventus przeprowadzał Maję i Violę, a także Fuoco i Fiammę przez kuchnię i pomieszczenia dla służby do tajemniczego przejścia, które może pomóc im uciec z zamku. Szli szybkim krokiem ignorując zaskoczonych służących. Ventus otworzył wreszcie drzwi do komnaty jakichś pokojówek i wpuścił do środka całe towarzystwo. Wtedy wykonał sztuczkę podobną do tej, jaką stosowała Maja, aby otworzyć przejście do podziemi tylko, że tym razem w ścianie ukazały się drzwi. Wpuścił wszystkich na schody znajdujące się za drzwiami i już zamykał je za sobą, gdy do komnaty wbiegła kobieta, która ich śledziła. Rzuciła się w kierunku drzwi, ale gdy do nich dotarła zamknęły się i zniknęły.
– Nie! – krzyknęła uderzając pięścią w ścianę. Nagle dostała w głowę kamieniem. Szybko się odwróciła i dostrzegła w drzwiach Piryta. Warknęła wściekle i rzuciła się w jego kierunku. Chłopak próbował się bronić jednocześnie atakując kobietę. Wtedy wyciągnęła sztylet i rzuciła nim trafiając go prosto w serce. Gdy upadł na podłogę podeszła do niego i wyciągnęła swoją własność z jego ciała.
– Przepraszam, nie udało mi się Ishi... – szepnęła i wybiegła z komnaty wracając do reszty swoich ludzi.
***
– Jesteś pewien, że wiesz gdzie idziesz? – chciała upewnić się Viola, próbując dotrzymać Ventusowi kroku.
– Tak – zapewnił ją. – Wyjdziemy niedaleko osady złodziei, tam będziecie bezpieczne.
– Muszę iść do biblioteki – powiedziała nagle Maja. Wszyscy zatrzymali się i spojrzeli na nią zdziwieni. – To bardzo ważne.
– Co chcesz zrobić? – spytał ją Ventus. – Zniszczyć zamek dźwignią burzącą?
Maja była zaskoczona wiedzą nieznajomego, jednak o nic nie pytała, tylko skinęła głową.
– Jeśli zasypiemy gruzami wejście do Mysiej Przełęczy Orleana będzie bezpieczna – wyjaśniła swój plan księżniczka.
– Nie możemy! A co z Videm i twoją mamą? Co gośćmi?... Co z Pirytem?
– Rozumiem cię, ale to jedyne wyjście. Życie ich za życie tysięcy mieszkańców zza gór.
Viola zaczęła płakać. Zrobiła się nagle słaba i bezradna...
– Idź. Znasz drogę. Spotkamy się w wiosce, dotrzesz tam idąc tym korytarzem – polecił królowej Ventus.
– Zajmij się nimi, kimkolwiek jesteś – nakazała Maja odwracając się i ruszając bocznym korytarzem w kierunku biblioteki. Reszta grupy znów szła za złodziejem ku wspomnianej przez niego wiosce. Po chwili Viola zatrzymała się i ruszyła śladem przyjaciółki, ignorując wołania reszty.
Gdy tylko Maja dotarła do Sekretnej Biblioteki odszukała dźwignię. Stanęła przed nią i przyjrzała się jej uważnie. Wystarczy za nią pociągnąć, aby wszyscy ludzie w zamku, magowie i nie-magowie zginęli, ale też aby ocalić wielu mieszkańców Orleany. Powoli zacisnęła pięści na rączce i pociągnęła dźwignię.
Zamek zaczął się trząść, dało się to wyczuć nawet w podziemiach. Powoli zsuwał się zboczem i zasypał Mysią Przełęcz. Lecz to zaledwie początek przygody.

1 komentarz:

  1. Bardzo fajnie Ci wyszedł ten nagły zwrot akcji.:)

    OdpowiedzUsuń